Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romans. Pokaż wszystkie posty

3 czerwca 2019

Na krawędzi - Meredith Wild

Znalezione obrazy dla zapytania na krawędzi książka
Książka "Na krawędzi" to kolejny romans- najpopularniejszy ostatnio gatunek. Często niestety zdarzają się romanse banalne, właściwie bez głęszej fabuły i znaczenia i niestety taką okazała się książka z dzisiejszej recenzji.

Autorką jest Meredith Wild, bardzo popularna ostatnio pisarka. Sama mówi o sobie, że jest romantyczka, więc ogrom banalnych detali nie powinien dziwić. Chociaż nie lubię krytykować ksiazek i prawie wszystkie tytuły zazwyczaj przypadają mi do gustu, to jednak ta jest naprawdę slaba i stereotypowa. Nie rozumiem fenomenu tej serii, ani tego jakim cudem ta powieść znalazła się na szczytach list literackich, zdobywając miano bestsellera. Faktem jest jednak to, że każda kolejna część to hit, kraza nawet plotki o filmowej adaptacji.

Co do samej fabuły, nie odkryjemy tu nic nowego. Bohaterami są Olivia-spokojna kobieta, która prowadzi dosyć stabilne życie, a wszystko co posiada zawdzięcza rodzicom, oraz Will. To jej kompletne przeciwieństwo. Jest lekkomyślny, nie traktuje życia poważnie i ma przerosniprz ego . Jak można się spodziewać, ta dwójka zakochuje się w sobie choć oczywiście zanim dojdzie do happy endu najpierw muszą pokonać mnóstwo przeszkod. Najwiekszymi okazują się być oni sami.

Zastanawiałam się nad tym, czy zdradzic więcej ale obawiam się, że nie pozostawilabym wam zbyt wielu niespodzianek. Nie chcę kompletnie miazdzyc tej książki w swojej recenzji, ale będąc zupełnie szczerą muszę przyznać, że ani razu nie czułam zaciekawienia, dreszczyk emocji czy zaskoczenia, a ksiazka jest objętościowo dosyć pokaźna.  Sam pomysł na tło książki jest dosyć przystępny i gdyby nie zwracać uwagi na bohaterów i ich wyimaginowane problemy, można się wciągnać. Nowy Jork, życie młodych i bogatych ludzi, to zadatki na dobrą, letnią literaturę. Jednak sama historia Olivii i Willa jest naprawdę ciężka do przetrawienia. Wszystko jest przewidywalne i naprawdę stereotypowe. Nie przepadam za taką literaturą, choć czestc po nią siegam- z ciekawości i dlatego, że lubię byc na bieżąco z nowościami. Przykro mi jednak stwierdzić, że raczej nigdy fd tej pozycji nie wrócę i raczej nie polecę jej nikomu. Pozostawiam wam decyzję o tym, czy chcecie spróbować.

Kastor - Agnieszka Lingas-Łoniewska

"Kastor" to książka, która wywołała we mnie ogromne rozdarcie. Jeszcze chyba nigdy żadna powieść nie sprawiła, że tak długo po skończeniu ostatniej strony myślałam o fabule. Jednak po kolei.

Bohaterami jak można się domyślić, jest dwójka ludzi, kompletnie od siebie różnych. On, Konstanty "Kastor", jest człowiekiem sukcesu, dopina swego nie tylko w biznesie, ale i życiu prywatnym. Wojownik MMA i typowy "twardziel". Zawsze musi być górą, nigdy nie odkrywa swoich uczuć i uwielbia wygrywać. Natomiast ona, Anita, to zagubiona dziewczyna. Na co dzień pracuje w klubie i usilnie stara się uciec przed przeszłością. Ta jednak nie daje jej o sobie zapomnieć. Anita nie szuka w życiu niczego szczególnego, marzy jedynie o spokoju. Konstantego poznaje, kiedy zatrudnia się jako sprzątaczka w jego firmie, choć nie jest to ich pierwsze spotkanie. Od początku właściwie znajdują wspólny język, choć nie zawsze się we wszystkim zgadzają. Można jednak powiedzieć, że jest to miłość od pierwszego wejrzenia. Ich losy splatają się ze sobą, ale to nie oznacza sielanki i spokoju. Oboje muszą się w końcu zmierzyć z własnymi demonami, a tych jak się okazuje jest całkiem sporo.

To czego obawiałam się najbardziej, to temat walk MMA. Miałam pewne przypuszczenia i obawy, że przytłoczy to całą fabułę, ale na szczęście i trochę ku mojemu zdziwieniu, autorka dozowała wiedzę na ten temat powoli i w małych dawkach, przez co nawet nie odczułam przytłoczenia tym zupełnie obcym mi światem, a nawet potrafię się teraz pochwalić pewną wiedzą na temat tego sportu. Inną moją obawą, były postacie. Dobre fabuły w literaturze nie powinny przypominać historii z seriali telewizyjnych, a tak jest niestety coraz częściej. Jednak tu było inaczej. Można się spodziewać, że tych dwoje przeżyje wiele zawirowań, zanim przyznają się do swoich uczuć i zdecydują na relację, a tymczasem autorka postanowiła zrobić niespodziankę czytelnikom i dosyć wcześnie wyswatała ze sobą parę głównych postaci. Jest to ogromny plus, bo dzięki temu wprowadziła trochę powiewu świeżości. Bohaterowie mierzą się z przeciwnościami, ale razem. Oczywiście mają wiele problemów i nie od początku jest różowo, ale jednak starają się pozostać ze sobą,  w walce o lepszą przyszłość. To coś nowego, bo w większości romansów postaci są ze sobą pod koniec historii, kiedy wszystko jest już ustabilizowane i proste. Tutaj było inaczej i jest to ogromna niespodzianka.

Pomimo mnóstwa zalet, nie mogę jednak pominąć jednej wady, która naprawdę odebrała mi część przyjemności z tej lektury. Całość czyta się naprawdę szybko, wręcz w jeden wieczór, jednak mnie niezwykle irytowały, a wręcz odrzucały wątki erotyczne tej książki. Jest to dla mnie ogromne zaskoczenie, bo wszystko poza nimi zostało ujęte w naprawdę świetny sposób. Autorka ma niezwykle lekki i przyjemny styl pisania, przez jej historie się wręcz przepływa, ale fragmenty rodem z "50 twarzy Grey'a" były wręcz nie do przeczytania. Napisane kompletnie innym językiem, stylem, bardzo odbiegające od reszty tekstu, w negatywnym znaczeniu. Jakby ktoś połączył jedną z najlepszych powieści sensacyjnych ostatnich lat, z tanim erotykiem jakich wielu. Gdyby wyciąć te fragmenty tekstu, można by się nawet posilić o stwierdzenie, że jest to jedna z najlepszych polskich powieści ostatnich 3 lat. Jednak próby połączenia dwóch niepasujących do siebie gatunków i stylów, sprawił, że lektura pozostawiła pewien niesmak. Nie twierdzę, że autorka nie ma talentu do tego typu literatury, bo osobiście nie znam się na tym i nie interesują mnie podobne powieści. Jednak zdecydowanie będę upierać się przy tym, że patrząc jedynie przez pryzmat wątków obyczajowych i kryminalno sensacyjnych, jest to jeden z lepszych tytułów na polskim rynku.

Kuracja dla serca - Agnieszka Szacka

  "Kuracja dla serca" to jedna z najlepiej ocenianych ostatnio książek, przynajmniej tych z polskiej półki. Autorka jest debiutantką choć z doświadczeniem. Zanim zajęła się pisarstwem na szeroką skalę, podejmowała się wielu innych zawodów, przez jakiś czas mieszkała we Francji, a obecnie prowadzi wraz z mężem schronisko dla koni. Można powiedzieć, że jest to jej debiut, ale tak naprawdę jest to po prostu pierwsza powieść, którą Agnieszka Szacka zdecydowała się pokazać światu, jej szuflada pełna jest wielu innych tytułów, na pewno równie ciekawych.


 Na samym początku uprzedzam, że jest to powieść-klasyka. Trochę obyczajówki, trochę romansu, czyli trochę gatunek, który kojarzy się wszystkim głównie z zimowym czasem. Jednak dodam od razu, że ta konkretna jest naprawdę udana i świetnie nada się na podróż, bo czyta się bardzo lekko i szybko, a przy tym nie traci się przy niej wielu nerwów co jest zdecydowanie plusem w przypadku wyboru książek na wakacje.

Główną bohaterką jest kobieta dojrzała, Renata. Jest singielką, ma dosyć ustabilizowane życie, choć trochę monotonne i samotne. Można stwierdzić, że jej jedynym problemem jest zdrowie. Cierpi na problemy z sercem i nerwami, co źle wpływa na samopoczucie jej i osób z jej otoczenia, które martwią się o kobietę. Właśnie z powodu stanu zdrowia, Renata wybiera się na odpoczynek i leczenie do sanatorium w Nałęczowie. Jednym z najbardziej popularnych w kraju. Jednak jeszcze przed wyjazdem kobieta napomina zarówno siebie jak i swoją córkę, że nie zamierza potwierdzać żadnych stereotypów o emerytach w sanatorium. Nie pisze się na żadne potańcówki, romanse, znajomości i cały ten niepotrzebny bałagan. Jest nastawiona tylko i wyłącznie na zdrowie. Jednak jak się można spodziewać, nie będzie tak gładko i prosto jak chciała. Życie zawsze pisze scenariusze, których my chcemy uniknąć. Dlatego też Renata poznaje w sanatorium wdowca, Pawła, który jak na złość by utrzeć jej nosa, okazuje się być kardiologiem i lekarstwem na jej serce, choć bardziej w postaci siebie samego niż jakiegoś medykamentu z apteki. Nie oznacza to jednak , że już od pierwszego spotkania Renata rzuca mu się w ramiona, wręcz przeciwnie, jej pierwsze wrażenie jest bardzo negatywne. Paweł jest dosłownie ucieleśnieniem wszystkich cech, jakich Renata nie cierpi nie tylko w mężczyznach ale i ludziach ogólnie.Może właśnie dlatego, według zasady "przeciwieństwa się przyciągają", to właśnie w Pawle zakochuje się już od początku pobytu. Z Pawłem jest nieco inaczej, bo chociaż odwzajemnia fascynację, a może i nawet uczucie, to jednak boryka się on z wciąż nie uspokojonymi emocjami po utracie żony. Musi sam poukładać siebie i swoje życie, zanim zacznie je budować na nowo.

Największym plusem książki i jednocześnie najważniejszym jest to, że postacie są nie tylko realne, ale i budzące sympatię. Książkę czyta się tak lekko głównie dlatego, że bohaterowie są łatwi do zrozumienia, nie irytują, można się z nimi utożsamić i zrozumieć ich działania. Z początku bałam się, że postać Pawła będzie jedną z tych, które otrzepują się po śmierci bliskiej osoby jak po deszczu, przez co ciężko by było go polubić, ale jest to bohater bardziej złożony, nie rzuca się od razu na Renatę, zapominając całkiem o żonie. Jego dylematy i rozterki są bardzo fajnie pokazane, nie ma tu zbytniego wdawania się w psychologiczne wątki, a jednak świetnie wytłumaczono jego zachowanie i pokazano jak przechodził żałobę i uczył się życia od nowa. Również Renata nie jest dezorientującą bohaterką, bo takie spotyka się najczęściej. Ona nie zmienia się z dnia na dzień, nie stara się osaczyć Pawła, ani nie zmienia swojego charakteru z rozdziału na rozdział. Wciąż pozostaje sobą, tylko bardziej otwartą i godzącą się z tym, że mimo zapewniania rodziny i samej siebie, zakochała się i musi jakoś ułożyć sobie życie z tym nowym odczuciem.  Cała książka jest naprawdę świetnie napisana i oczywiście, fabuła nie jest szokująca ani zaskakująca bo przecież każdy wie jak wyglądają schematy w tym gatunku, ale tutaj było to wciągające i przyjemne dzięki zarówno stylowi autorki, jak i samej historii, dobrze przemyślanej i rozplanowanej. Na pewno dobry wybór na wakacje.

22 maja 2019

Prosty układ-K.A.Figaro

"Prosty układ" już po samym opisie z tyłu książki, wydaje się być całkowitą kopią " Pięćdziesięciu twarzy Greya" i chyba trochę taki miał być zamiar autorki. Zanim przeczytałam książkę, jak zwykle zajrzałam do opinii na jej temat w internecie i szczerze mówiąc, rzadko się zdarza powieść aż tak znienawidzony i krytykowana jak ta. Na dziesięć recenzji aż 9 jest negatywnych, a czytelnicy krytykują dosłownie wszystko, od stylu autorki, bohaterów, sposobu narracji, słownictwa, wątków, aż po zbyt duże podobieństwo do zagranicznych bestsellerów. Czytając wszystkie komentarze od razu ma się ochotę zasiąść do lektury i zobaczyć co tam jest takiego, co irytuje wszystkich, którzy sięgnęli po książkę.
Niestety, tak jak zawsze staram się znaleźć jakieś plusy, tak tym razem jestem zdziwiona, że tytuł ten jest tak popularny w księgarniach. Rzeczywiście, w książce nie ma dosłownie ani jednej pozytywnej cechy, kompletnie nie przypadli mi do gustu bohaterowie, żaden wątek ani mnie nie wciągnął, ani nie zaciekawił na tyle, żeby niecierpliwie czekać co będzie dalej, samych bohaterów po prostu nie da się lubić. Mężczyzna jest tak irytująco pewny siebie, do granic cwaniactwa, że mimo najszczerszych chęci nie da się go wytrzymać ani przez chwilę, a kobieta niestety tylko podążyła jego śladem. Poziom infantylności jest w jej przypadku tak wysoki, że nawet nie wzbudzała u mnie współczucia. Być może wszystko to byłoby do wytrzymania, gdyby książka dała się czytać lekko i szybko, ale nawet i tutaj w moim odczuciu był to dramat. Język autorki jest bardzo wulgarny i prosty, wręcz śmieszny. O ile mogę to zrozumieć w opisach akcji, dialogach, o tyle ciężko jest przetrwać stronę, kiedy nawet sam opis scenerii jest katastrofalny.

Głównymi bohaterami jest studentka Łucja i bogaty, rozpieszczony przedsiębiorca Dymitr. Ona jest spokojna, łagodna i wycofana, on z kolei bardzo uparty, pewny siebie i nieznający sprzeciwu. Spotykają się na imprezie i tam też Dymitr zarzuca na nią sidła. Jednak dziewczyna początkowo wydaje się być sceptycznie nastawiona i stawia opór nowej znajomości, ale za namową przyjaciółki i trochę z własnej ciekawości, jednak decyduje się na relację. Dalej historia toczy się szybko. Początkowa niechęć dziewczyny zaczyna się przemieniać w miłość, a w miarę coraz większego zaangażowania uczuciowego, pojawia się coraz więcej kłopotów.

Książka zdecydowanie nie w moim stylu, dałam jej szansę, bo nigdy nie skreślam tytułu tylko z powodu nieciekawej okładki czy opisu, ale tym razem pierwsze wrażenia niestety potwierdziły się w fabule. Na usprawiedliwienie autorce przychodzi to, że jest to jej debiut, więc być może potrzeba jej jedynie czasu i praktyki aby oszlifować trochę warsztat, być może po prostu erotyki to nie jej gatunek, mnie ta książka nie zachwyciła.

19 czerwca 2013

Maria. Droga do szczęścia

Już dawno nie spotkałam się z tak dziwną książką jak „Maria”. Powieść jest bardzo dramatyczna i wzruszająca, bazuje na niespotykanych pomysłach i jest bardzo oryginalna. Z początku trudno było mi się za nią zabrać, jednak po trzech pierwszych stronach wciągnęłam się i ciągle było mi mało tych bohaterów, ich przygód, całej akcji – chciałam więcej, więcej i więcej. Zakończenie pozostawiło po sobie uczucie nasycenia i ogólnego zadowolenia, jednak żal było rozstawać się z tą historią. Już zawsze będzie mi jej brakować. Będę tęsknić za postaciami – Marią i Karolem – oraz ich losami, jednak przede wszystkim brakować mi będzie tego wyjątkowego klimatu i czaru, jakim niewątpliwie jest wiernie odzwierciedlona, niemiecka wioska z przełomu XIX wieku.
Miejsce to – zwane Kleinern – z początku wydaje się być brutalne: mieszkańcy żyją co najmniej niepoprawnymi moralnie tradycjami, kobiety zaś mają mało praw i traktowane są oczywiście gorzej od mężczyzn. Żyją tu Maria i Karol – dwójka zakochanych w sobie bez pamięci ludzi, którzy już wkrótce mają zostać rodzicami. Związkowi temu sprzeciwia się jednak uparty ojciec dziewczyny. Gdy dowiaduje się o poczęciu dziecka, wyznaje w końcu swoje powody – Karol i Maria są rodzeństwem. Wiadomość ta spada na nich jak grom z jasnego nieba. Młodzi szybko rozumieją, że od teraz są okryci hańbą, a mieszkańcy odrzucają ich, jakby byli przeklęci. Połączeni szczerym, prawdziwym uczuciem jednak, Maria i Karol myślą wyłącznie o tym, by zapewnić dom i szczęśliwe, godne życie dla swego dziecka. Pragną być dla niego rodziną, planują więc odejście z wioski i podróż do miejsca, gdzie nikt ich nie zna i będą mogli zacząć zupełnie od nowa. W tym celu wypływają do Ameryki.
Trudno nazwać Kleinern ważnym miejscem akcji. Tam wszystko się co prawda zaczyna, losy Marii prowadzą nas jednak przez następne strony, przez ocean, aż do Nowego Świata. Bohaterowie napotykają jeszcze na wiele przeszkód, ale też na parę radosnych momentów pełnych nadziei. Wszystko sprowadza się ostatecznie do tego, że Maria musi dokonać bardzo ważnych wyborów. Czy w imię miłości warto poświęcić wszystko, co było jej dane od dnia narodzin? No i czy miłość jej i Karola ma choć ułamek szansy na przetrwanie?
Mi ta powieść ogromnie się podobała, nawet mimo tego, że z góry przewidziałam prawdopodobne zakończenie. Jest pełna wrażeń, cieszy samo jej czytanie. Pochłonęłam ją jednym tchem, jest pisana bardzo lekkim, konkretnym stylem i pozbawiona obszernych opisów, szczegółów, akcja posuwa się więc naprzód szybko i krótko mówiąc, ciągle jest ciekawie. Styl autora przypadł mi do gustu, chętnie zapoznam się z jego twórczością.
Jak można się domyślić, książka trafia na półki „ulubione” i „na pewno wrócę w przyszłości” ;). Uwielbiam wyszukiwać podobne perełki i się nimi dzielić, a „Maria” na pewno jest cennym znaleziskiem.
Na zakończenie słów parę o wydaniu – dlaczego wszystkie książki nie mogą się tak starannie prezentować? Schludne wnętrze oprawione ciekawą, zachęcającą okładką. Ogólnie rzecz biorąc – piękne wydanie. I jak świetnie prezentuje się na półce ;).
Polecam!

Autor: Heinz-Lothar Worm
Wydawnictwo: Promic
Liczba stron: 208
Ocena: 5/6

5 czerwca 2013

Anioł stróż



      „Anioł stróż” to kolejna powieść jednego z moich ulubionych autorów, którą miałam okazję przeczytać. Tym razem znowu jednak się zawiodłam. Książka jest bardzo ciekawa, ale nie potrafiłam polubić głównej bohaterki Julie, oraz innych postaci w niej występujących. Często czułam wręcz irytację do nich przez co długo zajmowało mi czytanie tej historii. W sumie najbardziej polubiłam psa Śpiewaka, który w książce odgrywa ważniejszą rolę.
     Powieść opowiada o młodej 25-letniej kobiecie Julie, która została wdową. Próbuje się otrząsnąć po tragedii jaka ją spotkała, czyli utracie męża. Udaje jej się to powoli właściwie za jego sprawą, gdyż pewnego dnia Julia dostaje od niego list, w którym jej mąż obiecuje, że zawsze będzie jej aniołem stróżem. Oprócz listu dołączony jest także prezent – dog niemiecki. Według kobiety najbrzydszy szczeniak świata, ale bardzo go pokochała i pomógł on jej znów stanąć na nogach.
     Oprócz Śpiewaka, bo tak nazwała psa główna bohaterka, Julie może liczyć na swoich wiernych przyjaciół, którzy byli także przyjaciółmi jej męża, oraz na jego ciotkę u której pracuje w zakładzie fryzjerskim. Gdy Julie w końcu postanawia znów żyć jak dawniej, zaczyna umawiać się na randki. Poznaje przystojnego Richarda, który wydaje jej się być idealny. Budzi on jednak zazdrość u Mike’a, najlepszego przyjaciela kobiety i jej zmarłego męża, który od dawna jest w niej zakochany. Richard nie przypada także do gustu Śpiewakowi, który już od pierwszego spotkania nie ukrywa niechęci do mężczyzny. Pies natomiast darzy wielką sympatią Mike’a, z którym spędza sporo czasu. Po pewnym czasie okazuje się, że jeden z mężczyzn jest bardzo niebezpieczny i zamienia życie Julie w prawdziwy koszmar.
     Jak dla mnie książka była zbyt przewidywalna, a główna bohaterka wręcz nieodpowiedzialna i bardzo bezmyślna. Początkowo książka była bardzo nudna i ciągnęła się niesamowicie. Dopiero od połowy akcja się rozkręciła i zaczęłam czuć jakieś emocje. Myślę, że Sparks tym razem przesadził z drążeniem w kółko niektórych wątków, książka mogła być zdecydowanie krótsza, a akcja przyśpieszona. Według mnie nie udało mu się połączenie w tym przypadku romansu i thrilleru, o wiele lepiej mu to wyszło w „Bezpiecznej przystani”, którą z kolei uważam za jego najlepszą powieść.
     Mimo pozytywnych opinii na temat tej książki, zapewnianiu przez czytelników niezapomnianych wrażeń i napięcia, ja nic takiego nie czułam. Szczerze mówiąc najbardziej w całej książce zauroczył mnie pies :).

Autor: Nicholas Sparks
Wyd. Albatros
Ilość stron: 464
Ocena: 3/6

4 czerwca 2013

Zwycięzca bierze wszystko

     Popularne od wielu lat Harlequiny nigdy nie były moim gatunkiem. Mimo, że lubię książki romantyczne, takie typowe romanse nie są w moim stylu. Jednak przeglądając antykwariat Stara Dobra Książka mój wzrok przyciągnęła właśnie ta okładka. Po przeczytaniu opisu książki w internecie, wiedziałam już, że bardzo chcę przeczytać tą książkę. Jakie było moje zdziwienie gdy w domu odkryłam, że jest to powieść Harlequina na co szczerze mówiąc nie zwróciłam wcześniej uwagi. Jednak po przeczytaniu tej pozycji, już wiem, że na pewno bliżej zapoznam się także z innymi tytułami wydawnictwa Mira.
     "Zwycięzca bierze wszystko" to oczywiście powieść o miłości. Jednak nie jest to przesłodzone romansidło, z czym zawsze kojarzyły mi się Harlequiny.:)
     Główną bohaterką jest Laura. Młoda kobieta sukcesu, z powodzeniem kierująca znanym hotelem w San Francisco. Laura nie ma rodziny, a jedynie matkę. Pech sprawia, że gdy kobiety wybierają się w deszczowy wieczór na przyjęcie, w ich auto uderza ciężarówka. Matka dziewczyny umiera w jej ramionach, wyznając przed śmiercią, że jej ojciec wcale nie umarł na wojnie jak jej zawsze wmawiała, a prawdę o nim wyzna jej wujek Paul. Laura dowiaduje się, że jej ojciec umarł całkiem nie dawno, na dodatek posiadał żonę i dzieci. Niedługo potem za pośrednictwem swego zaufanego przyjaciela, kontaktuje się z nią jej nieznana babcia, Olivia, właścicielka jednej z największych sieci hoteli w Nowym Orleanie. Pragnie by Laura jako jej wnuczka, o której dowiedziała się nie dawno, przejęła piecze nad rodzinnym biznesem. Kobieta nie ma jednak zamiaru nawiązywać więzi z nową rodziną. Nie jest to jednak takie proste, bowiem do Nowego Orleanu przyciąga ją nie tylko perspektywa odkrycia prawdy o ojcu, ale i przystojny przyjaciel babci, Josh, do którego Laura zapałała sympatią...
     "Zwycięzca bierze wszystko" to książka, którą czyta się szybko i w jeden wieczór. Akcja rozwija się bardzo szybko ale nie chaotycznie. Wbrew temu czego się spodziewałam, romansu było stosunkowo mało. Więcej skupienia przypadło raczej na relacje rodzinne, wątki "biznesowe". Temat przewodni czyli hotelarstwo, zostały bardzo ciekawie przedstawione. Cała fabuła wyjątkowo przypadła mi do gustu a sposób pisania autorki, lekki i prosty, a także postaci, które naprawdę dały się lubić, sprawiły, że mam ochotę sięgnąć po kolejną powieść tej autorki. Jedyne co drażniło mnie podczas czytania, to główny bohater, Josh. Jego pewność siebie i poufałość w stosunku do Laury często doprowadzały mnie do wrzenia:), jednak po przeczytaniu całości, nie wyobrażam go sobie inaczej.
     Polecam tę książkę wszystkim, nawet tym, którzy na co dzień stronią od Harlequinów, bo na swoim przykładzie mogę zapewnić, że czasem pozory mylą.

Autor: Metsy Hingle
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 384
Ocena: 4/6

Za książkę dziękuję uprzejmie Antykwariatowi Stara Dobra Książka:




3 czerwca 2013

Marcowe fiołki

     "Marcowe fiołki" to powieść autorstwa Sarah Jio. To pierwsze moje spotkanie z nią i od razu udane. Książka ta stała się jedną z moich ulubionych. Nie jest to tradycyjna powieść obyczajowa z romansem w tle, lecz piękna, refleksyjna historia o kobiecie, która w poszukiwaniu szczęścia udaje się w podróż, przy okazji odkrywając tajemnicę sprzed lat.
     Emily właśnie rozwiodła się z mężem. Wciąż nie może dojść do siebie i otrząsnąć się z zagubienia. W dodatku kiedyś była znaną pisarką, która wydała bestseller, a teraz nie ma pomysłów na książkę. Przyjaciółka  namawia ją do podróży, aby mogła z dala od wszystkiego poukładać sobie wszystko w głowie i poczuć wenę do pisania. Początkowo sceptyczna, Emily zgadza się z jej radą i udaje do małego miasteczka koło Seattle - Beinbridge, gdzie dom ma jej ciotka Bee. To ekscentryczna starsza pani, niezbyt lubiana przez matkę głównej bohaterki. Jednak to u niej Emily odnajduje przystań na trudne czasy i to ona zawsze była jej powierniczką. Na wyspie kobieta powoli układa sobie życie, spędza beztroskie chwile w towarzystwie ciotki i jej przyjaciółki, a także poznaje przystojnego Jack'a, dla którego traci głowę. Jednak w trakcie pobytu w Bainbridge, Emily odkrywa rodzinną tajemnicę sprzed lat, która wszystko zmienia wpływając nie tylko na jej relacje z rodziną, ale i Jackiem...
     Marcowe fiołki to niezwykle wciągająca powieść. Główna bohaterka wyjeżdża w podróż już na samym początku książki i to na wyspie dzieje się większość akcji. Nie mogłam oderwać się od czytania i mimo, że były rozdziały, w których nie było akcji, wcale mnie one nie nudziły. To zasługa także tego, że Sarah Jio ma niesamowity talent do opisywania "poboczności", dzięki czemu nawet trwający dwie strony opis śniadania i krajobrazu, był bardzo ciekawy. To co mi się bardzo podobało, to ciągłe rozwijanie wątków. Gdy już myślałam, że zrozumiałam i rozgryzłam jakąś zagadkę, autorka wprowadzała nowe fakty lub postaci, które niweczyły moje genialne teorie:)
     Na pewno jest to jedna z tych lektur, które na bardzo długo zapadają w pamięć. Jest pełna refleksji i napawa nadzieją. Czytając cały cza miałam ochotę wybrać się do Bainbridge i spędzić czas w miejscach odwiedzanych przez bohaterkę.
     Marcowe fiołki to piękna historia o odzyskiwaniu wiary w siebie i w przyszłość, odnajdywaniu prawdziwego sensu życia, miłości i prawdy. Naprawdę piękna i nieprzewidywalna. Zdarzają się czasem książki, które stają się ulubionymi i które zapadają w pamięć i ta jest dla mnie jedną z nich. Mimo, że dla wielu osób nie wyróżnia się zbytnio od innych z tego gatunku, dla mnie jest jedną z najpiękniejszych jakie czytałam.:) Polecam szczególnie jako lekturę wakacyjną.

Autor: Sarah Jio
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Ocena: 5/6

2 czerwca 2013

Ballada

     Nie tak dawno temu na blogu umieściłam recenzję "Lamentu: Intrygi Królowej Elfów", znakomitej historii paranormal romance, chyba jednej z moich ulubionych z tego gatunku. Miałam niebywałe szczęście, mogąc przeczytać drugi tom z serii, zatytułowany "Ballada: Taniec mrocznych elfów". Z ulgą mogę stwierdzić, że autorka Maggie Stiefvater zachowała swój lekki, dynamiczny styl i dobre pióro. Dzięki temu kontynuację czyta się równie szybko jak oryginał, choć oczywiście nie może być aż tak kolorowo - druga część z reguły jest gorsza od poprzedniej.
     Problem głównie w tym, że większa część fabuły jest powielana, a schemat niebezpiecznie zbliżony do pierwszej części. "Lament" i "Ballada" są do siebie bardzo podobne. Autorka zdecydowała się odsunąć Dee na dalszy plan (ale jej rola i tak jest ważna) i uczynić głównego bohatera z Jamesa (trochę kiepski wybór, dla mnie zawsze był on postacią pozbawioną polotu i nieco przewidywalną). Ciekawie czyta się paranormal romance z punktu widzenia męskiej postaci, lecz ponownie jesteśmy świadkami romansu człowieka z kimś ze świata fejów. Opowieść Jamesa ostatecznie różni się od tej z Deirdre, ale i tak podobieństw jest bardzo dużo. Mam nadzieję, że autorce nie kończą się pomysły.
     W kontynuacji "Lamentu" James leczy rany i tęsknotę za Dee. Wraz z nią zapisuje się do szkoły muzycznej dla wyjątkowych talentów. Stara się zapomnieć o wydarzeniach z lata. Jego talent przyciąga jednak Nualę ze świata fejów. Bohaterowie zakochują się w sobie. Wszystko się jednak komplikuje i James będzie musiał podjąć bardzo ważną decyzję...
     Pomijając minusy, fani powinni być zadowoleni z obrotu spraw w książce - wątki poprowadzono w ciekawą stronę, zaś my możemy przekonać się co u naszych ulubieńców z poprzedniego tomu. No i nowa główna, żeńska postać, tajemnicza Nuala, jest interesującym dodatkiem do cyklu.
     Na uwagę jak zwykle zasługuje polska okładka - mroczniejsza od "Lamentu", prezentuje się o wiele ciekawiej i na pewno przyciągnie więcej czytelników. Uwielbiam wydania z wydawnictwa Illuminatio, są ładne, wygodne i czytelne. Są też pięknie oprawione i bez zbędnych dodatków, praktycznie pozbawione błędów.
     Pomimo wspomnianych wad, serię Maggie Stiefvater nadal czyta się przyjemnie i jest to świetna rozrywka. Mam nadzieję, że pisarka zdecyduje się na kontynuowanie historii i że jej poziom nie spadnie bardziej. W tym przypadku, zastanawiam się kogo autorka może uczynić bohaterem trzeciej książki? W skrytych marzeniach liczę oczywiście na powrót mojej faworytki, Deirdre...

Autor: Maggie Stiefvater
Wydawnictwo: Illuminatio
Ilość stron: 320
Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję uprzejmie Wydawnictwu Illuminatio:


31 maja 2013

Uratuj mnie

     "Uratuj mnie" to kolejna książka Guillaume Musso, z jaką miałam przyjemność spędzić czas.:) Bardzo lubię jego książki, bo cały czas coś się w nich dzieje, z każdą stroną przybywa coraz więcej wątków i akcji, aż fabuła staje się naprawdę trudna do ogarnięcia, po czym na koniec zawsze wszystko w prosty i konkretny wyjaśnia się.
     Całą historię poznajemy od spotkania Juliette. To młoda francuska, która przyjechała do USA w nadziei na spełnienie swoich marzeń o byciu znaną i uwielbiana aktorką, czego nie za bardzo pochwala jej rodzina. Kobieta nie zraża się jednak i wytrwale próbuje. Kiedy jej nadzieje nie przynoszą rezultatów, postanawia pokornie wrócić do Francji do rodziny. Przypadek sprawia, że na ulicy wpada na Sama, młodego lekarza z tragiczną przeszłością, próbującego pozbierać się po samobójczej śmierci żony. Nieufni wobec miłości, udają przed sobą kogoś kim nie są. Ona prawniczkę, on żonatego mężczyznę. Jednak miłość jest silniejsza i para spędza ze sobą weekend. Po wspólnie spędzonym czasie, w wyniku różnych okoliczności losu, zakochani rozstają się. Jakiś czas później Sam dowiaduje się, że samolot, którym leciała Juliette rozbił się w trakcie podróży. Jego życie znowu lego w gruzach. Dowiaduje się jednak, że kobieta w ostatniej chwili zrezygnowała z lotu i żyje. Jego radość nie trwa jednak długo, bo kontaktuje się z nim niejaka Grace. Kobieta twierdzi, że została przysłana na Ziemię by zabrać ze sobą Juliette, której śmierć jest przesądzona i  cokolwiek zrobiłby Sam, ona znajdzie sposób by dziewczyna umarła w ciągu kilku dni... Rozpoczyna się walka Sama ze śmiercią, a stawką jest życie ukochanej.
     Książka od początku wciąga, właściwie bohaterowie poznają się od razu i zakochują w sobie. Wątek romantyczny rozwinął się bardzo szybko i nie był nudny. Jednak "Uratuj mnie" to nie tylko romans. Właściwie kończy się on już parę rozdziałów później, a potem wątki stają się kryminalne. To lektura dla każdego, bo nie tylko trzyma w napięciu, ale i dostarcza wrażeń. Są w niej porachunki gangów narkotykowych, morderstwa, porwania i wątki "nie z tego świata". Muszę przyznać, że to emocjonująca i niezwykle wciągająca lektura, ale przede wszystkim bardzo "nerwowa".:) Czytając nie byłam zrelaksowana, a raczej przeżywałam wszystko razem z bohaterami. Książka bardzo trzyma w napięciu na plus. Można się jednak trochę wzruszyć pobocznymi wątkami. To pomieszanie różnych gatunków, ale dobrze wyważonych, co sprawia, że ta lektura jest dobra dla każdego. Do tego łatwo i szybko się ją czyta i pomimo ilości stron, można ja pochłonąć w jeden dzień!
     Guillaume Musso to autor, po którego książkach czuć, że ma duże zacięcie kryminalne. Z "przeglądu" w internecie wiem, że wiele osób zarzuca mu, że za dużo w jego książkach jest thrilleru i sensacji, walk i grozy, ale ja uważam, że on doskonale potrafi zrównoważyć romantyzm i akcję, co czyni jego książki wyjątkowymi, nie są to przesłodzone romanse. "Uratuj mnie" jest tego dowodem i przyznam się, że to pierwsza książka, w której naprawdę byłam zaskoczona z każdym rozdziałem. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw i wątków i gdy już wyobrażałam sobie jak skończy się dana sprawa, Musso obracał wszystko do góry nogami. Kompletnie nieprzewidywalna powieść. Polecam wszystkim.

Autor: Guillaume Musso
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 365
Ocena: 5/6

25 maja 2013

Wybór


Wybór - Nicholas Sparks      "Wybór" to kolejna książka Nicholasa Sparksa. Moim zdaniem jedna z jego najlepszych powieści. Różni się od innych zaskakującą fabułą i zwrotami akcji.
     Jest to opowieść o młodym weterynarzu Travisie Parkerze, który mieszka samotnie ze swoim ukochanym psem, jest niezależny ale w głębi duszy rodzinny. Ma oddaną grupę przyjaciół, jednak jest samotny. Do sąsiedniego domu wprowadza się młoda, atrakcyjna i równie samotna choć będąca w stałym związku kobieta - Gabby Holland. Nie jest ona szczęśliwa ze swoim narzeczonym. Podobnie jak Travis, ma ukochaną suczkę, swoją najwierniejszą przyjaciółkę. To właśnie za sprawą psów, ta parę połączy przyjaźń, a potem miłość. Jednak nic nie jest dane na zawsze, a wszystko można stracić w jednej chwili.
     "Wybór" nie jest jednak tylko romansem. Bohaterowie zakochują się w sobie w zasadzie już na samym początku i są razem wcześniej niż przed połową książki. Reszta poświęcona jest innym wątkom, bardzo wciągającym i ciekawym. Cała opowieść nie jest więc skupiona na wątku romantycznym, na tym jak się poznają, zakochują itd. tylko na życiu. Problemach i tragediach. Mimo to, nie jest nudna, wręcz przeciwnie. Różni się od innych tytułów z tego gatunku. Jest kompletnie nieprzewidywalna i bardzo wciągająca. Czytając początek w ogóle nie spodziewałam się takich wątków i akcji. Bałam się też o zakończenie, bo fabuła zdawała się iść tylko w jedną stronę, ale na szczęście książka jest tak napisana, że cały czas zaskakiwały mnie kolejne rozdziały i wszystko kończyło się inaczej niż przewidywałam.
     Jest to też idealna książka dla osób, które lubią wiedzieć co się dzieje "potem, kilka lat później". Sparks pokazał nie tylko połączenie się Travisa i Gabby, ale i trochę ich życia na co dzień. Głównym przesłaniem jakie wypływa z tej książki, jest to, że miłość pokona wszystkie przeszkody, a nadzieja naprawdę czyni cuda.
     Jeśli chodzi o bohaterów, wszyscy byli "do lubienia":) Główny bohater od początku przypadł mi do gustu, podobnie jak Gabby, ale trochę pod koniec zniszczono mi jej charakter. Jednak czytając wszystkich się lubi. Bardzo zabawni byli przyjaciele Travisa. Ogólnie cała książka była bardzo lekka, przyjemna i pomimo niektórych wątków, bardzo odprężająca. To inteligentna i refleksyjna lektura na lato. Wzrusza i zabiera trochę nerwów:), ale w pozytywnym sensie. Polecam wszystkim, którzy lubią trochę komedii romantycznej z dramatyzmem w tle.:)

Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 336
Ocena: 4/6

10 maja 2013

Cyrk nocy

     "Cyrk Nocy" to jedna z książek, o których było ostatnio głośniej. Dlatego gdy w końcu nadeszła moja kolej w bibliotece, szybko ją wypożyczyłam i pochłonęłam w kilka dni. :) Jest to debiut młodej pisarki Erin Morgenstern, na dodatek udany. Miałam pewne obawy, bo często takie mocno nagłaśniane książki okauzją się klapą, ale tutaj byłam mile zaskoczona!
     "Cyrk nocy" opowiada o Le Cirque des Rêves - cyrku jedynym w swoim rodzaju, w którym dzieją się cuda i magia. Występują w nim niezwykłe postacie o talentach nigdy wcześniej niespotykanych. Artyści, akrobaci, magicy, wróżki, a wszystko to pod osłoną nocy, w magicznych namiotach w czarno-białe paski. Autorka tak fantastycznie opisała każdy najmniejszy szczegół, od wyglądu postaci, po każdą magiczną sztuczkę aż na detalach namiotu skończywszy, że miałam ochotę znaleźć się w tym cyrku. Czytając przeniosłam się w inny świat, była ona tak magiczna i ciekawa, że nie mogłam się oderwać. Rzadko zdarza się książka, która odrywa od rzeczywistości, sprawia, że ma się ochotę znaleźć w środku fabuły. Ostatnią taką książką jaką czytałam, był "Harry Potter", a teraz jest to "Cyrk Nocy". Jest to jedna z tych książek, którą trudno, jeśli w ogóle da się opisać słowami.
     Już sama okładka zachęca i intryguje czytelnika. Dominują na niej, jak w całej książce trzy kolory: czerwony, czarny i biały. Mimo, że na początku może się wydawać, że obrazek okładki jest dosyć dziwny, specyficzny, to w miarę czytania staje się coraz bardziej oczywisty i jak najbardziej na miejscu. Również w środku książka jest pięknie wydana. Do tego wytłaczany tytuł i jakby "zamszowy" materiał. Przepiękna!
     Głównym wątkiem tej powieści, jest zakazana miłość dwójki głównych bohaterów: Celii i Marka. Nieświadomie są oni wychowywani na swoich przeciwników, którzy w przyszłości mają stoczyćze sobą walkę na arenie cyrkowej, jednak wszystko się zmienia, gdy zakochują się w sobie. Tutaj zaczyna się cała "nerwówka", bo czytając bałam się o zakończenia poszczególnych wątków. Na szczęście wszystko skończyło się tak jak lubię, nie będę jednak zdradzać nic więcej. Osoby, które nie mają ochoty na romansidło, ani na fantastykę w stylu Pottera nie muszą się obawiać, ta książka jest inna. Mimo sporej objętości 432 stron, czyta się ją naprawdę szybko. Rozdziały są przejrzyście rozmieszczone, a co jakiś czas  nowy rozdział poprzedzony jest czymś w rodzaju opisu cyrku. Nie da się tego dokładnie sprecyzować, sami się przekonacie.:)
     Tym co wyróżnią "Cyrk..." od innych powieści jest  narracja. Wszystko opisywane jest w czasie teraźniejszym i mimo, że wielu osobom to przeszkadza, ja uważam to za atut. Według mnie to pozwala jeszcze bardziej wczuć się w akcję.Wiele osób zarzuca też, że dużo wątków zostało nieprecyzyjnie wyjaśnionych, jednak przynajmniej ja wszystko rozumiałam, a każdy rozpoczęty wątek był rozwiązany, niektóre konkretnie, inne "w połowie" ku domysłom czytelnika.
     "Cyrk Nocy" to na pewno jeden z tych debiutów, które warte są rozgłosu i przeczytania. Jeśli ktoś lubi inteligentne, emocjonujące książki z dodatkiem romansu (nienachalnego) i magii w najlepszym wydaniu, to polecam tą książkę! :)

Autor: Erin Morgenstern
Wydawnictwo: Świat książki
Liczba stron: 432
Ocena: 6/6

4 maja 2013

Syrena

    Kolejny już paranormal romance w mojej kolekcji. Ostatnio coraz bardziej przekonuję się do tego gatunku ;). Tym razem „Syrena” autorstwa Tricii Rayburn, czyli pierwsza część dobrze zapowiadającej się serii młodzieżowej, z wątkiem romantycznym oczywiście.
     Nieśmiała i strachliwa Vanessa uważa, że jej siostra Justine jest siostrą idealną - zawsze może na niej polegać, a także w pełni zaufać. Wspierają się nawzajem i znają swoje sekrety. Pewnego dnia dochodzi jednak do wydarzenia, które zmienia wszystko. Zaczyna się to w momencie, gdy dziewczęta wraz z rodzicami udają się na wakacje nad morze, do pełnego uroku, rybackiego miasteczka o nazwie Winter Harbor. Wakacyjny romans Justine doprowadza do rodzinnej awantury. Rozzłoszczona nastolatka opuszcza dom i udaje się w kierunku urwiska, z którego często skakała do wody. Następnego dnia fale wyrzucają na brzeg ciało Justine. Jej śmierć jest tylko początkiem serii kolejnych wypadków... Nikt nie ma wątpliwości - zwłaszcza Vanessa - że nie są to tylko pechowe zdarzenia, a stoi za tym coś dużo większego. Postanawia więc rozwiązać zagadkę. Pomoże jej w tym dawny przyjaciel, ale to, co wspólnie odkryją, może zmienić ich życie i świat jaki znali na zawsze.
     Książka jest naprawdę dobra. Przyznam, że potrafi wciągnąć i zaciekawić czytelnika, zawiera też w sobie mnóstwo wątków - jest coś z romantyzmu, coś kryminalnego, no i oczywiście trochę fantastyki. Każdy znajdzie w niej więc coś dla siebie. Podoba mi się to, że autorka poświęciła nieco więcej uwagi relacji głównej bohaterki z jej siostrą. W pozostałych powieściach tego gatunku wszystko opiera się raczej na bazie chłopak-dziewczyna. Duży plus.
     Całość napisana lekkim, żwawym językiem. Wszystko więc jest pozytywne. Muszę jednak odjąć parę punktów - powieść co prawda zawiera oryginalne pomysły, z którymi się jeszcze nie spotkałam, ale zbyt długo utrzymywane są tajemnice i niepewności, a i zbyt mało zostaje rozwiązane. Nie wydaje mi się, żeby pisarce zabrakło weny i pomysłów - raczej dokładnie zaplanowała sobie przebieg swojego cyklu i zbyt dużo rzeczy postanowiła rozwinąć dopiero w kolejnych tomach. Po które chętnie sięgnę :D.
     Krótko mówiąc, „Syrena” jest tajemniczą, pełną grozy powieścią, która naprawdę zapiera dech w piersiach. Powinna zaciekawić większość osób, mimo, że należy do gatunku dla raczej specyficznej grupy odbiorców. Dorosłym się pewnie nie spodoba. Sama momentami miałam wrażenie, że jestem już na to nieco za stara, ale ono w końcu mijało, a wrażenia zostały pozytywne :).
     Och, no i po raz kolejny zwracam uwagę na okładkę. Na obrazku nawet w połowie nie prezentuje się tak dobrze jak w rzeczywistości.

Autor: Tricia Rayburn
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 360
Ocena: 4/6 

1 maja 2013

Lament

     Nim zaczęłam czytać "Lament. Intrygę Królowej Elfów" Maggie Stiefvater, myślałam, że jest to książka z gatunku czysto fantastycznych, a kiedy już zabrałam się za pierwszy rozdział, miałam nieodparte wrażenie, że powieść jest lustrzanym odbiciem innego tytułu, "Skrzydeł Laurel" Aprilynne Pike. Podobieństwa zanikały jednak, a różnic przybywało. Po pierwszych pięćdziesięciu stronach wiedziałam już, że książki nie mają ze sobą nic wspólnego, może poza podobnym charakterem głównych bohaterek. "Lament" ostatecznie nie zachwycił mnie tak jak "Skrzydła Laurel", wciąż jednak pozostaje dla mnie niezwykłą książką, na której przeczytanie jeszcze nie raz poświęcę wolny czas.
     Deirdre Monaghan, główna bohaterka, to bardzo nieśmiała i utalentowana szesnastolatka, harfistka, którą przed każdym występem dręczy ogromna trema. Pewnego dnia Deirdre poznaje przystojnego i tajemniczego Luke’a Dillona, chłopaka o którym wcześniej już śniła. Zaintrygowana nową znajomością Deirdre zaczyna spędzać z nim dużo czasu i szybko odkrywa, że się w nim zakochała. Im więcej jednak dowiaduje się o Luke’u, tym coraz bardziej jest przekonana, że nie jest on zwyczajnym chłopakiem. Pomaga Deirdre odkryć jej niezwykłe zdolności i wprowadza ją w świat dziecięcych fantazji - świat elfów, wróżek, magii i przygód...
     Jak już zauważyłam, "Lament" nie jest książką fantastyczną. To oczywiście typowy paranormal romance, jakich wiele na rynku. Co odróżnia go od innych? Napisany jest zgrabnym, przyjemnym językiem. Jest pozbawiony niepotrzebnych wątków, a akcja posuwa się naprzód bardzo szybko, tak że każda strona zawiera nowe, ciekawe elementy. Czytelnik może bardzo łatwo utożsamiać się z bohaterami i też każdego z nich polubić. Widać, że autorka ma naprawdę ogromny talent i głowę pełną pomysłów. Z tak zaskakującym zakończeniem już dawno się nie spotkałam. Jednym może się ono nie spodobać, inni będą zachwyceni - ja w tej kwestii lepiej się nie wypowiem, bo jeszcze bym coś zdradziła ;).
     Książka jest jedyna w swoim rodzaju i naprawdę polecam jej przeczytanie wszystkim bardzo gorąco. Jeżeli ktoś nie jest przekonany do gatunku paranormal romance, ta pozycja może udowodnić, że nie każda seria tego typu to rozczarowanie. (:


Autor: Maggie Stiefvater
Wydawnictwo:Illuminatio 
Liczba stron: 320
Ocena:4/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Illuminatio:

21 kwietnia 2013

Arisjański fiolet. Cisza

     "Arisjański fiolet. Cisza" to debiut naszej rodzimej pisarki, która pisze pod pseudonimem Pola Pane. Szczerze mówiąc rzadko sięgam po literaturę polskich pisarzy, ponieważ wydaje mi się, że nie ma polotu i jest nudniejsza od utworów zagranicznych. Są jednak takie perełki, jak właśnie wyżej wymieniona Pola, która daje nadzieję polskiemu pisarstwu. Jeżeli jej debiut jest tak dobry, to nie mam wątpliwości, że kolejne jej książki będą jeszcze lepsze.
     Polę polubiłam od razu, gdy tylko przeczytałam jej tekst o sobie, na stronie polapanearisjanskifiolet.manifo.com Natomiast po przeczytaniu jej książki, wręcz ją pokochałam i mimo, że "Arisjański fiolet" to na razie jej jedyna książka, już zaliczam ją do ulubionych pisarek. Co do jej wątpliwości, czy powieść okaże się zakalcem, mogę śmiało napisać, że zakalcem na pewno nie jest, za to bardzo, bardzo smacznym ciastem.
     Teraz trochę o fabule. "...Cisza" to pierwsza część planowanej trylogii. Główną bohaterką, a zarazem narratorką jest Emily Walker. Dziesięć lat temu, w Ziemię uderzyła asteroida, która zniszczyła życie na Ziemi. Przeżyli tylko ci, którzy ukryli się w schronach. Emily wraz z matką, ukryły się w takim schronie, który został zbudowany przez jej dziadka. Po dziesięciu latach, w końcu zaczynało im wszystkiego brakować. Wody, pożywienia. Wtedy dziewczyna postanawia opuścić kryjówkę i wraz z matką wychodzi z bunkra. Widok, jaki ukazuje im się po wyjściu na świeże powietrze jest przerażający. Ziemia obsypana jest brunatnym pyłem, a dookoła są same zgliszcza i konary drzew.
     Nastolatka wraz z mamą zatrzymują się w domu dziadka, jednak Emily decyduje się odszukać innych ocalałych i odłącza się od matki, która jest zbyt słaba na dalszą wędrówkę. Po drodze dziewczyna spotyka młodego, przystojnego mężczyznę, który jest...pomarańczowy. To arisjanin, przybysz z innej planety, który strzela w nią środkiem usypiającym i zabiera do Exiry.
Po przebudzeniu dziewczyna znajduje się w szpitalu, w którym znajduje się już także jej matka. Okazuje się, że garstka ludności przetrwała armagedon, a na Ziemi zjawili się arisjanie, przybysze pochodzący z planety Aris, oddalonej od Ziemi o 4 lata świetlne. Dostali oni z Ziemi sygnał S.O.S i przybyli, aby pomóc Ziemianom odbudować cywilizację. Jedną z baz, w której przebywają jest właśnie Exira, małe miasteczko, w którym dwie rasy żyją ze sobą.  Od tej pory Emily może zasmakować życia, które uciekało jej w bunkrze. Wprowadza się z mamą do nowego domu, zaczyna chodzić do szkoły, nawiązuje przyjaźnie,wstępuje do zespołu muzycznego, a także zakochuje się. Na jej drodze staje Korin, chłopak, który do niej strzelał. Mimo, że także polubił dziewczynę, nie potrafi odwzajemnić jej uczuć, gdyż arisjanie nie posiadają takiej zdolności. Czy mimo to znajdą rozwiązanie, by ich związek miał szansę?
     "Arisjański fiolet" to powieść, która pochłania bez reszty. Niezwykle wciągająca, a bohaterowie są po prostu niesamowici. Bardzo ich polubiłam i zżyłam się z nimi. Już dawno nie czytałam tak dobrej powieści typu paranormal romance.
Sama okładka książki, przykuwa mocno uwagę i jest niesamowita. W dodatku jest to książka z soundtrackiem, na którym znajdują się piosenki Emily, w rzeczywistości wykonane przez zespół Rayne. Odkąd przesłuchałam płytę, nie mogę przestać ich nucić. Płyta niezwykle uzupełnia się z powieścią, oddaje jej klimat.
     Naprawdę gorąco polecam tę książkę. Gdy już ją przeczytacie, każdy dzień w oczekiwaniu na kolejną część, będzie dla was torturą, taką jaką jest dla mnie.

Autor: Pola Pane
Wydawnictwo: WFW
Liczba stron: 408
Ocena: 6/6

Facebook Poli Pane

9 kwietnia 2013

Pamiętasz mnie?

     Główną bohaterką powieści jest Lexi Smart, dwudziestopięcioletnia kobieta, której życie to kompletna katastrofa. Lexi ma kiepską pracę, nadwagę, krzywe zęby, a chłopak wystawia ją do wiatru dzień przed pogrzebem jej ojca. Na domiar złego przewraca się na mokrych schodach i... budzi się w szpitalu trzy lata później, jako Alexia Gardiner. Jest szczupła, ma proste zęby, pomalowane paznokcie, a nawet przystojnego i bogatego męża, Erica. Prócz tego robi wielką karierę w firmie, mieszka we wspaniałym lofcie i ma własnego mercedesa. Lexi nie pamięta ostatnich lat swojego życia, które teraz wydaje się być bajkowe, ale czy na pewno takie jest? 
     Straciła najlepsze przyjaciółki, w pracy wszyscy jej nie znoszą i nazywają "kobrą", mąż jej nie rozumie, a jego współpracownik Jon twierdzi, że miała z nim romans. Co takiego Lexi zrobiła, że nie odzywają się do niej dawni przyjaciele? Dlaczego nie kocha męża? Co się z nią stało? Kim jest Jon?
     Nie napiszę nic więcej, bo na pewno zdradzę coś z fabuły ;).
     Kolejna już powieść Madeleine Wickham pod pseudonimem Kinselli, którą czytało się jednym tchem. Napisana prostym językiem, nie tylko bawi, ale też wzrusza i odstresowuje. Idealna na po południe, kiedy trzeba się trochę "odmóżdżyć", oraz na poprawę humoru w deszczowe wieczory. 
     Kinsella po raz kolejny dowiodła, że potrafi nie tylko bawić, ale także zaskakiwać i wzbudzać w czytelniku emocje. "Pamiętasz mnie?" to pełna humoru i celnych obserwacji opowieść, do której na pewno za jakiś czas wrócę. Polecam :)!

Autor: Sophie Kinsella
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 368
Ocena: 4/6

Obiecaj mi

     Główną bohaterką książki jest Beth Cardall. Kobieta wiedzie szczęśliwe i spokojne życie u boku męża Marca i córeczki Charlotte. Pracuje w pralni chemicznej wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Roxanne. Mogłoby się wydawać, że prowadzi normalne, zwyczajne życie jak wielu ludzi, jednak Beth naprawdę miała wszystko, czego było jej trzeba i czuła się spełniona.
     Uczucie to wygasło w chwili, gdy los sprawił, że zaczęła spadać na nią jedna tragedia po drugiej. Stan zdrowia Charlotte zaczął się pogarszać, a lekarze nie mieli pojęcia, co dolega dziewczynce. W dodatku Beth dowiedziała się o zdradach męża, a później o jego ciężkiej chorobie. Doszły problemy w pracy i finansowe. Gdy Beth traciła nadzieję na lepsze jutro, na jej drodze staje Matthew, czarujący, przystojny mężczyzna, który bardzo dużo wie o jej rodzinie. Jednak nie będę zdradzać niczego więcej :-).
     Już dawno nie czytałam tak wspaniałej, wartościowej książki. Niezwykle wciągająca i interesująca. Pochłonęłam ją w jeden dzień. Tak wiele mówi o życiu, miłości, zaufaniu. Bardzo pomysłowa, napisana prostym, przyjemnym językiem. Dosłownie magiczna. Nie jest to romansidło. To książka z tych, które wiele nas uczą i zostawiają ślad w pamięci. Jest to ciepła, wzruszająca historia. To moje kolejne spotkanie z Evansem i muszę przyznać, że coraz bardziej lubię tego autora.
     „Obiecaj mi” to książka, przy której miło i przy okazji wartościowo spędzicie wieczór, a po przeczytaniu ostatniej strony, będziecie chcieli więcej. Naprawdę polecam!

Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 296
Ocena: 6/6

Dla ciebie wszystko

     Głównym bohaterem powieści jest Dawson Cole. Mężczyzna pracuje na platformie wiertniczej, jednak tragiczny wypadek jaki ma tam miejsce, zmusza go do powrotu do domu, którym jest mała przyczepa kempingowa, znajdująca się z dala od rodzinnego miasta. Panuje w niej porządek, Dawson bowiem prowadzi bardzo uporządkowane życie. Nie wdaje się w romanse, nie spotyka z przyjaciółmi, nie integruje się ze społeczeństwem. Żyje w swojej samotni, wspominając miłość z młodzieńczych lat i pokutując za przeszłość.
     Mężczyzna pochodził z patologicznej i kryminalnej rodziny. Matka go porzuciła, a ojciec był bezwzględnym alkoholikiem. Sam Dawson nigdy nie chciał taki być, dlatego nie sprawiał problemów, dobrze się uczył, nie wdawał się w konflikty z prawem, nie szukał kłopotów. Pewnego dnia zatrudnił się w warsztacie samochodowym u Tuck'a, tym samym porzucając rodzinę. Właściciel warsztatu, po niedługim czasie został jego najlepszym przyjacielem i dał mu schronienie. Nie tak łatwo jednak zerwać kontakt z tak przestępczą rodziną. Dawson wciąż był nękany przez ojca i swoich kuzynów, którzy zaczęli wyłudzać od niego pieniądze.
W międzyczasie zakochał się w Amandzie, dziewczynie pochodzącej z bogatej, szanowanej rodziny. Los jednak nie sprzyjał ich związkowi, ciągłe kłody napotykane na ich drodze doprowadziły do tego, że młodzi się rozstali. I tak Dawson wyjechał z Orientalu, rodzinnego miasta.
     Teraz po dwudziestu latach, dostał wiadomość o śmierci Tucka. Pragnie pożegnać przyjaciela i wraca w rodzinne strony. Wciąż grozi mu niebezpieczeństwo ze strony rodziny, która pragnie zemsty. Powrót do Orientalu powoduje także, że wszystkie uczucia ożywają, zwłaszcza te do Amandy. Kobieta także przychodzi na pogrzeb, a spotkanie z Dawsonem po tylu latach, uświadamia tej dwójce, że nigdy nie przestali się kochać. Lecz nic nie jest proste. Amanda jest dojrzałą kobietą, mężatką i matką. Czy mimo to zdecyduje się wrócić do Dawsona?
     "Dla ciebie wszystko", to kolejne moje spotkanie ze Sparksem, jednak tym razem, aż sama w to nie wierzę - nie udane! Panie Sparks, co się z Panem stało podczas pisania tej książki? Pomysł, historia - były fajne, jednak wykonanie - tragedia. Jak dla mnie bohaterowie byli bardzo irytujący. Mimo, że każde z nich ma za sobą ciężkie tragedie i los ich nie oszczędzał, nie mogłam ich polubić. Dlatego tak ciężko czytało mi się tą książkę. Nie była wciągająca, tak jak pozostałe książki autora, a czytając ją cały czas czuło się niedosyt. Fabuła była, aż zanadto przewidywalna. Po prostu zawiodłam się na tej powieści, czytając jej opis liczyłam na coś porywającego, myślałam, że będzie to jedna z lepszych książek autora, a tu taki zawód. Mimo wszystko i tak bardzo lubię Sparksa i w dalszym ciągu będę sięgać po jego książki.

Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Ocena: 3/6


4 kwietnia 2013

Walka kotów

"Walka kotów" Eduarda Mendozy, to jedna z tych powieści, o których było bardzo głośno i którą koniecznie chciałam przeczytać. w końcu się udało.
Bardzo zaskoczyło mnie to, że pomimo wielu wątków politycznych zawartych w książce, nie jest ona nudna. Wszystko jest tak wplecione w fabułę, że wątki polityczne nie są nudne. Dużo jest za to opisów sztuki, biografii najbardziej znanych malarzy, opisów dzieł, historii malarstwa itp. Jednak nawet to nie sprawiało, że musiałam czytać niektóre strony na siłę, raczej był to ciekawy dodatek, dzięki któremu nauczyłam się trochę o malarstwie. Sztuka była raczej głównym wątkiem tej książki, a nie polityka jak sugerują niektóre opisy książki.
Bardzo podobało mi się to, że "Walka kotów" to połączenie wszystkich gatunków literackich, dzięki czemu cały czas było ciekawie i różnorodnie. Najwięcej było w niej przygody, ale i romansu, kryminału, a miejscami historii. To co najbardziej mi się podobało, to opisy Madrytu. W książce zawartych było mnóstwo opisów miejsc, w których bywał bohater, większość jest podobno autentyczna. Było to ciekawe opisanie krajobrazów bez nudzenia i przedłużania.
Sami bohaterowi również mnie mile zaskoczyli. Główny bohater Anthony Whitelands, angielski znawca historii sztuki, udaje się do Madrytu na zlecenie bogatego arystokraty. Ma tylko jedno zadanie. Ocenić nigdy wcześniej nie odkryty obraz Velazqueza. Wtedy zaczyna się jego przygoda, bo okazuje się, że nie jest to ani legalne, ani bezpieczne. Podobało mi się to, że pod wpływem wątków, bohater cały czas się zmieniał, chociaż ja wolałam tą postać na początku książki, nie a końcu. Mimo to, jest to jedna z tych książek, w których raczej lubi się wszystkie postacie.
"Walka kotów" to powieść, w której cały czas coś się dzieje, raczej nie ma nudnych rozdziałów, mimo to, może się nie spodobać osobom, które nie lubią opisów miejsc, długich wstępów i dodatków w postaci faktów historycznych, co jest znakiem rozpoznawczym Mendozy. Mimo to, ja się nie nudziłam i pomimo wielu wątków akcji, była to spokojna i relaksująca powieść. Polecam ją osobom, które lubią bardziej ambitne książki, z których po przeczytaniu zostaje w głowie dużo ciekawostek i trochę wiedzy.

Autor: Eduardo Mendoza
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 424
Ocena: 5/6

Miłość przez małe "m"

   "Miłość przez małe m" to powieść Francesc'a Miralles'a. Jest to pisarz urodzony w Barcelonie, germanista z zawodu, co doskonale czuć w książce.
     Jest to powieść o samotnym mężczyźnie w średnim wieku, który do perfekcji opanował codzienny grafik, od śniadania do kolacji, wszystko powtarzane codziennie tak samo. Główny bohater, Samuel, nie liczy na to, że coś się w jego życiu może zmienić. Podobnie jak sam autor, często styka się w pracy z językiem niemieckim, jest nauczycielem literatury i samotnikiem. Nie ma dobrych relacji z siostrą, brak mu przyjaciół i znajomych. Utrzymuje bliższy kontakt jedynie ze starszym sąsiadem.
     Pewnego dnia życie Samuela zmienia się, kiedy znajduje pod drzwiami swojego mieszkania, małego kota, którego początkowo chce oddać, jednak po jakimś czasie zmienia zdanie i nazywa go Mishimi. Wszystko jeszcze nabiera tempa, gdy przypadkiem na ulicy zauważa swoją dawną miłość. Od tej pory cały dzień podporządkuje na próby "przypadkowego" spotkania jej. Pomaga także sąsiadowi, który w zamian ofiarowuje mu cenne rady dotyczące życia i dawnej miłości- Gabrieli.
     "Miłość przez małe m", to nie romans, ani komedia. To raczej coś w stylu dziennika, w którym opisane jest życie przeciętnego mężczyzny, jego uczucia, losy, relacje z ludźmi. Są sytuacje ciekawe, zabawne, smutne i refleksyjne, a cała książka zawiera mnóstwo wątków, które mają na celu wprawić nas w zadumę nad wieloma codziennymi rzeczami. Nie ma tu jakiejś akcji czy podniosłych wątków. Jest to raczej spokojna lektura, dobra dla osób, które chcą odetchnąć od konkretnych gatunków i emocjonujących książek i poczytać coś lekkiego.
     Czytając powieść, nie miałam konkretnych uczuć co do bohatera. Nie denerwował mnie, ale i nie stał się moim ulubionym, jak to bywa w przypadku innych książek. Jest to raczej historia o poszukiwaniu szczęścia przez kogoś samotnego, kto stracił nadzieję, na to że coś się w jego życiu jeszcze wydarzy. W książce jest dosyć sporo filozoficznych życiowych wątków, ale mimo to, jest ona naprawdę lekka i czyta się ją błyskawicznie, szczególnie, że każdy rozdział ma około 3 strony.
"Jeden spodeczek mleka może wszystko zmienić... W ostatni dzień roku za drzwiami Samuela, nauczyciela literatury, rozlega się ciche, lecz natarczywe drapanie. To bezdomny kot — niezwykły jak każdy kot — niespodziewanie wkracza w życie samotnego trzydziestotrzylatka i w cudowny sposób je przeobraża. Samuel odtąd nie tylko lepiej sypia przy wtórze mruczenia, lecz także nawiązuje nowe przyjaźnie."
     Polecam wszystkim bo jest to książka neutralna, która spodoba się osobom lubiącym każdy gatunek.

Autor: Francesc Miralles
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Liczba stron: 296
Ocena: 4/6