środa, 8 lutego 2017

Sukienka z mgieł

    Ostatnio recenzowałam "Pod wędrownym Aniołem", a dzisiaj czas na "Sukienkę z mgieł". Ostatnio dużo u mnie klasyków więc i zrobiłam miejsce na polskie, a niewątpliwie Joanna Chmielewska jest już klasyczną polską autorką. Tym razem jednak czas na powieść, która rozgrywa się w magicznym miejscu, w Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem. Muszę jednak uprzedzić was, że to jakby kontynuacja "Poduszki w różowe słonie", jakby, bo znajdziemy tu tych samych bohaterów, ale też wcale nie jest powiedziane, że nie czytając poprzedniej książki nie możecie sięgnąć po "Sukienkę..". Wszystko jest tak skonstruowane, żeby zarówno starzy jak i nowi czytelnicy mogli łatwo zrozumieć fabułę.
     Wspomniana wyżej Piwnica to nic innego jak przytulna i wychuchana przez właścicielkę kawiarnia, o której Weronika marzyła od dzieciństwa. Ta kobieta jest jej głównym atutem, bo to ona stwarza niepowtarzalną i niezwykle przytulną atmosferę, która udziela się gościom i sprawia, że do niej wracają. To wszystko sprawia, że sama kawa, czy coś słodkiego schodzą na dalszy plan, a bywalcy bardziej niż na posiłek czekają na pogawędkę i chwilę skupienia tylko na nich, ich rozterkach, wątpliwościach. Osobowości jest tu całkiem sporo, małomówny z laptopem, Krycha Karpieluk zasłaniająca siniaki, autystyczna Kora wraz z mamą czy Mateusz, który zawsze zamawia to samo.  Z pozoru błahe wydarzenie może zmienić wszystko i wszystkich. Mała zmiana może spowodować lawinę nowych wydarzeń, a wszystko to pod okiem Weroniki, zawsze gotowej wszystkim pomóc.
     "Sukienka z mgieł" to powieść niezwykle ciekawa. Muszę powiedzieć, że polubiłam wszystkich, a to u mnie wielka rzadkość. Każdego zrozumiałam i dla każdego znalazłam jakieś wytłumaczenie i chyba spowodowane jest to postacią Weroniki, która taka właśnie jest. Zawsze gotowa do pomocy, bardziej żyjąca dla innych niż siebie. W tej niepozornej kawiarence spotyka się ogrom charakterów, losów i przeszłości, a jednak wszystkie w jakiś sposób splatają się ze sobą. Ja sama nie czytałam poprzedniej książki, a mimo to wszystko zrozumiałam i dlatego jeśli ktoś jak ja nie zna poprzedniego tytułu i tak może sięgnąć po ten.

Pod wędrownym Aniołem

    Autorki dzisiejszej recenzji chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Każdy kto lubi czytać i sięga po polską literaturę, zna jej nazwisko. Joanna M. Chmielewska jest już właściwie klasyczną autorką w naszym kraju, która ma na swoim koncie mnóstwo bestsellerów, ale tym razem przedstawiam wam książkę, w której nie ma fikcyjnych bohaterów, nieistniejących miejsc i wymyślonych wydarzeń, a wszystkie wątki są prawdziwe. To za sprawą tego, że tym razem pisarka postanowiła opisać własne życie, które wcale nie odbiega niezwykłością od jej poprzednich, wymyślonych historii. Okazuje się, że życie naprawdę pisze najlepsze i zaskakujące scenariusze, a wspaniałe przygody można przeżyć nie tylko w wyobraźni.
     W tym celu Chmielewska zabiera nas do Szklarskiej Poręby, gdzie osiedliła się na stałe wraz z całą rodziną. Już na wstępie zaznacza, że nie było to spowodowane wygraną w lotka, nagłym przypływem gotówki, czy innym ważnym wydarzeniem życiowym. Po prostu stwierdzając, że w jej poprzednim domu nie jest tak jakby chciała, postanowiła poszukać szczęścia gdzie indziej. Wraz z mężem i dziećmi spakowali swój dobytek i wyruszyli na poszukiwania tego jednego miejsca. Znaleźli je właśnie w Szklarskiej. Oczywiście nie wszystko jest takie łatwe i z początku trzeba było radzić sobie z nowymi znajomościami, sprawami urzędowymi, remontami i  innymi rzeczami, którymi trzeba było się zająć by w końcu móc spokojnie osiąść i odpocząć. Jednak było warto, bo dziś tworząc kolejne książki autorka ma widok na Szrenicę za oknem, rozwija się też artystycznie prowadząc warsztaty twórczego pisania, poznaje historie artystów z okolic i spełnia się zarówno osobiście jak i zawodowo.
     Ta książka łączy w sobie wiele funkcji, świetnie, że możemy w końcu poznać naszą ulubioną autorkę od kuchni, od prywatnej strony, ale też i dzięki temu, że wszystko opisane jest "na żywo" z dialogami i opisami, można traktować to też po prostu jako powieść. Zdecydowanie jest to jedna z lepszych jej książek, przynajmniej według mnie i jeśli ktoś dopiero zapoznaje się z tym nazwiskiem to chyba fajnie byłoby zacząć właśnie od tej pozycji.

Japoński kochanek

http://i.iplsc.com/japonski-kochanek/0005H6YM78HRGWAP-C122-F4.jpg     "Japoński kochanek" to jedna z tych książek, w których czuć nowoczesność, ale znajdujemy w nich też dawne czasy, powrót do dawnych lat, atmosferę i całą tą charakteryzację, połączoną z historią. Ja takie książki uwielbiam, zwłaszcza za to, że najczęściej prowadzone są w nich dwie akcje, jedna obecnie, a druga w formie wspomnień. Tak też było tutaj.
     Irina Bazili pochodzi z Mołdawii, jest imigrantką i opiekunką w Lark House, domu spokojnej starości na przedmieściach Berkley. Jest lubiana i porządna, zawsze nienagannie wywiązuje się z obowiązków. Dom ten pełen jest ekscentrycznych staruszków, pełnych wigoru i optymizmu, kiedy pewnego dnia wprowadza się do niego pewna znana malarka, Alma Belasco, między kobietami rozkwita przyjaźń i nić porozumienia. Starsza pani prosi opiekunkę o pomoc w porządkowaniu rodzinnych dokumentów, zdjęć i listów swojego rodu, a do pomocy zapewnia jej swego wnuka, Setha. Wraz z nim Irina odkrywa sekret malarki, a zarazem fascynującą historię sprzed lat, która trwa do dziś.
     Zdecydowanie bardziej spodobała mi się historia Almy i jej tajemniczego ukochanego, która rozpoczęła się dawniej i trwa do dziś. Oczywiście Irina i Seth to także ciekawa część książki, ale to włąśnie starsza pani ma w sobie to coś, co mnie urzekło i co sprawiło, że polubiłam ją najbardziej ze wszystkich postaci. Wydaje mi się, że to ona była bardziej główną bohaterką niż Irina, nie tylko ze względu na to, że jej historia była ciekawsza jak już wspomniałam, ale też i dlatego, że jako osoba była dużo bardziej złożona, jej charakter bardziej szczegółówo nakreślony, w jej życiorysie więcej było detali. Gdybym miała opisać te dwie kobiety, dużo łatwiej byłoby mi opowiedzieć właśnie o Almie.
     Książka bardzo mi się podobała, ale czytając nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że cała historia nie została do końca wykorzystana. Jest to jednak mały minus w porównaniu z ogólnym wrażeniem jaki wywołuje ta powieść. Ciekawostką jest sama jej autorka. To Isabel Allende, bratanica prezydenta Salvadora Allende. Urodzona w Chile jest wręcz gwiazdą wśród pisarek iberoamerykańskich. Wszystkie jej książki osiągają wielomilionowe nakłady, a najbardziej kojarzy się jej nazwisko z "Domem duchów", "Miastem bestii" i "Córką fortuny". Dla mnie to było pierwsze spotkanie z jej twórczością i na pewno wyróżnia ją styl. Pisze bardzo przystępnym, potocznym językiem, ale ma on w sobie jakąś elegancję i coś, czego nie potrafię wyrazić, ale myślę, że to będzie jedna z rzeczy, które oczarują was w tej książce.

Poddaję się

http://emp0pwn0cdn0blob0prod.static-osdw.pl/images/529825803o     Muzułmanki to kobiety wzbudzające największą sensację i ciekawość, gdziekolwiek się znajdą. Łatwo je rozpoznać, bo w większości wyróżniają się bardzo zabudowanym strojem, okrywającym większość ciała. Widujemy je zawsze będąc na wakacjach za granicą, czytając dokumenty i dramaty, czy oglądając telewizję, rzadziej spotykamy je na ulicach naszego kraju, a przecież jest ich wiele. Nie wszystkie muzułmanki, wbrew temu co powszechnie się uważa, przyjeżdżają do nas z dalekich arabskich krain, nie wszystkie są bajecznie bogate i nie wszystkie cierpią niedolę prowadząc życie niczym niewolnice.
     Anna J. Dudek rozprawia się z powszechnie krążącymi mitami na temat tych tajemniczych kobiet, ukazuje prawdę i przybliża nam ich życie, obyczaje i tradycje. Jak naprawdę wygląda ich codzienność, gdzie kupują, co jedzą, co robią. Mimo, że za sprawą oczywistych wydarzeń islam kojarzy się dziś wielu osobom tylko negatywnie, autorka pokazuje nam, że to bardzo misterny styl życia, religia ale i normalne życie. Najlepszym wyznacznikiem tego jak jest naprawdę, są jednak same bohaterki, muzułmanki. Opowiadają one o tym, co jest zabronione, a co dozwolone. Zdradzają także swoje tajemnice i tłumaczą, dlaczego wybrały takie życie. Ciekawostką są ich historie o zwykłych rzeczach, rodzinie, domu, pracy.
     Muszę się przyznać, że podzielałam wiarę w większość mitów, z jakimi rozprawiła się autorka. Uzbrojona jedynie w to, co słyszałam w telewizji, oglądałam w filmach i przeczytałam w dramatycznych reportażach z kolorowych pism, sądziłam, że bycie muzułmanką to coś ciężkiego, okrutnego. Tymczasem dla większości tych kobiet to świadomy i dobrowolny krok, coś, czego same chciały i na co się zgodziły, a nawet w czym nie widzą wad. Oczywiście, w każdej plotce jest ziarnko prawdy, tutaj także potwierdzono wiele drastycznych dla nas, ale normalnych dla nich zwyczajów, jak w każdej religii i kulturze także i tu jest mnóstwo minusów, ale wymieniono też zaskakująco dużo plusów.
     "Poddaję się" to książka zbudzająca mieszane uczucia. Z jednej strony już przed lekturą szykujemy się na dramat, nerwy i emocje, z drugiej w środku same bohaterki zapewniają nas, że nie ma powodu by je żałować, że czują się wolne i zadowolone. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to zadowolenie nie wynika z tego, że naprawdę jest im tak dobrze, lecz z tego, że wpojono im iż to co mają teraz jest już szczytem, że to już jest wystarczające. Porównując się z kobietami zachodu uważają się za bardziej uprzywilejowane, my z kolei w nich widzimy cierpiętnice. Ciężko przyjąć ich punkt myślenia i wynika to chyba z tego, co powiedziała jedna z muzułmanek, dzieli nas tak dużo, że nigdy nie znajdziemy kompromisu. Na pewno warto przeczytać bo zmienia się punkt widzenia, choć nie mogę powiedzieć, bym do końca wierzyła tym kobietom.

Podróż różowych delfinów

http://www.marginesy.com.pl/images/products/fedbff555f4b0b119a54eee0fe8f172f25e55801/9edec0bab5823c6200c883afe82822d1_full.jpg     Podobno wytrawni czytelnicy nie oceniają ani po okładce, ani po tytule, bo są już tak obyci w świecie książek, że po samym autorze lub wydawnictwie potrafią stwierdzić czy warto wydać na coś pieniądze, czy lepiej zachować je na nadchodzące premiery. Jednak chyba każdy przyzna się do tego, że czasami po prostu ogląda książki nie czytając opisów i zawsze znajdzie się jakiś tytuł, który okładką przyciąga tak dużą uwagę, albo tak bardzo zapada w pamięć i nas zachwyca, że kupujemy w ciemno. Podobnie było ze mną. Kiedy zobaczyłam tą okładkę, a potem jeszcze przeczytałam tytuł, postanowiłam, że na pewno prędzej czy później ją przeczytam i udało mi się mieć to szczęście.
     Moje pierwsze wrażenie było bardzo mylne. Sądziłam, że tytuł i zdjęcie są metaforą, a okazało się, że to naprawdę historia różowych delfinów. Autorka zabiera nas w nią od samego początku, od mitów, dawnych historii, starożytności, do dnia dzisiejszego. Dowiadujemy się dosłownie wszystkiego o tych zwierzętach, skąd pochodzą, jakie legendy o nich krążyły i nadal zresztą krążą, czym się charakteryzują, jak żyją i czym właściwie są. Jest to najmniej zbadany gatunek delfinów, a zarazem wyglądem wyróżniający się na tle wszystkich innych znanych nam morskich stworzeń i dlatego też wzbudza taką ciekawość.
     Sy Montgomery podejmuje się próby zbadania tych ssaków, a pisząc podejmuje mam na myśli naprawdę 100% poświęcenie w celu nauki. Pisarka nie przebiera w środkach i zabiera się za to od zwyczajnej ludzkiej strony, a nie jak typowy naukowiec. Wspina się na trzydziestometrowe drzewa, kąpie się z piraniami, zażywa swego rodzaju narkotyki pomagające nawiązywać więź z delfinami, a także sterczy na słońcu pół dnia, by zobaczyć choć skrawek delfina. Te zwierzęta to jednak ułamek historii, bo jak wszystko w przyrodzie, także i one są jedynie częścią całości, którą tworzą też ludzie, żywioły i natura. Montgomery ukazuje nam jak wielki wpływ mamy na życie wielu gatunków, które przez nas są dziś zagrożone, dostarcza nam faktów, o których na co dzień nie myślimy i poznaje nas ze świat, którego wcale nie znamy, choć żyjemy w nim i dzięki niemu od prehistorii.
     Nazwisko autorki pewnie już kiedyś brzęczało w uszach każdemu, ale głównie za sprawą literatury dziecięcej, bo to z niej jest najbardziej znana. To także świetna przyrodniczka, autorka scenariuszy telewizyjnych i ekolożka. Zdobyła wiele nagród, a każda jej podróż obfitowała w dziwne i niemożliwe, a jednak prawdziwe historie.
     "Podróż różowych delfinów" to połączenie dziennika, powieści, dokumentu i eseju podróżniczego, a wszystko to tak zabawnym i lekkim językiem, że informacje właściwie same wchodziły do głowy. Na pewno jest to jedna z ulubionych książek tego wydawnictwa, jaka wylądowała na mojej półce.

Status moralny zwierząt

http://emp0pwn0cdn0blob0prod.static-osdw.pl/images/360448084o     "Status moralny zwierząt" to publikacja do której podeszłam z wielkim skupieniem, bo zwierzęta są dla mnie niezwykle ważne. Już na początku podkreślam, że to na pewno nie jest łatwa książka. Autorka nie patyczkowała się przebierając w faktach i informacjach na temat życia zwierząt w Polsce, głównie tych hodowlanych, a jest to temat bardzo ciężki i wywołujący zarówno złość jak i frustrację, bo chciałoby się pomóc wszystkim zwierzakom.
     Urszula Zarosa rozpoczyna od pytań wielkich i na czasie. Czy łamanie prawa w obronie zwierząt jest usprawiedliwione? Czy wszystkie testy na zwierzętach pomagają ludzkości? Co z tak głośną teraz debatą nad cyrkami i kiedy człowiek całkowicie zrezygnuje z mięsa? To wszystko zaledwie ułamek zagadnień, z jakimi zmierzyła się publicystka. W książce poruszyła dosłownie każdy temat. Mnie najbardziej zaciekawiło to, czy zwierzęta komunikują się ze sobą i w jaki sposób odczuwają, a także to jak naprawdę wygląda hodowla zwierząt w Polsce, jakie mają one prawa i czy jest ktoś, kto nadzoruje to, żeby wielkie firmy, gospodarstwa i koncerny nie nadużywały swoich przywilejów.
     Mimo, że sama jestem hipokrytką, bo jadam mięso mimo swojej ogromnej miłości do wszystkich stworzeń, ta książka mną wstrząsnęła. Jakby nie patrzeć na cały ten "przemysł", sam fakt, że wiele istnień ginie tylko po to, byśmy my mieli kawałek mięsa na talerzu podczas obiadu, albo po to by wynaleźć kolejny krem na zmarszczki, które są przecież naturalną koleją rzeczy, z którą walczymy wbrew naturze, jest wstrząsający. Na co dzień nie zastanawiamy się nad tym co jemy, czego używamy ani czy w pobliżu nas nie znajduje się jakaś fabryka, w której przetrzymywane są zwierzęta, gdybyśmy to robili, na świecie byłoby dużo mniej osób jedzących mięso czy kupujących produkty bez uprzedniego sprawdzenia, z jakich źródeł one pochodzą. Pewne jest jednak to, że zwierzęta niczym się od nas nie różnią, tak jak ludzie dzielą się na rasy i narodowości, tak zwierzęta są po prostu kolejnym obok nas gatunkiem, mającym własne języki, zwyczaje, wygląd i emocje, bo one także odczuwają i myślą. Ta książka uświadamia, że człowiek zgotował zwierzętom piekło na ziemi tylko dlatego, że miał nad nimi przewagę fizyczną, a jako gatunek nie widzimy w tym nic złego, mimo, że kiedy przewagę fizyczną wykorzystuje się u ludzi, uważamy to za przestępstwo i czyn godny potępienia.
     Na pewno lektura obowiązkowa dla wszystkich, bez względu na przekonania i upodobania, która bez ogródek rozprawia się z tym, czego do tej pory unikaliśmy.

Wytańczyć marzenia





     "Wytańczyć marzenia" to książka z gatunku tych, które zawsze dobrze się kończą i właśnie dlatego wybieram je zawsze wtedy, kiedy nie mam ochoty na żadną fabułę. To historia dziewczyny, która nie mając nic prócz marzeń osiągnęła szczyt kariery tanecznej, tylko i wyłącznie dzięki swojemu uporowi, ciężkiej pracy i wytrwałości. Przezwyciężyła mnóstwo przeszkód by móc spełnić swe pragnienie i stać się sławną primabaleriną, a jej start był utrudniony.
     Michaela De Prince urodziła się w kochającej, choć biednej rodzinie. Od dziecka chorowała na bielactwo, a mimo to, dzięki miłości rodziców osiągała sukcesy w nauce i już jako kilkulatka mówiła w kilku językach, potrafiła czytać i pisać. Po śmierci ojca trafiła do wujka, u którego zaznała wiele cierpienia, jednak to nie był koniec jej problemów. W trakcie wojny wylądowała w sierocińcu, gdzie z powodu choroby i wyglądu była wyśmiewana i odrzucona. Właśnie wtedy też zakiełkowało jej baletowe marzenie. Kiedy była na skraju rozpaczy znalazła bowiem zdjęcie baletnicy, które zachwyciło ją i dodało nadziei na tyle, że sama zaczęła śnić o balecie. Postanowiła nie poddawać się i mimo ciężkiego życia osiągnąć to, czego chcieli dla niej rodzice, szczęścia i sukcesów. Została adoptowana przez rodzinę ze Stanów, która umożliwiła jej lekcje w renomowanej szkole i to tam rozpoczął się szczęśliwy i wolny od cierpienia okres jej życia. Do dziś Michaela osiąga niebywałe sukcesy i pnie się po szczeblach kariery.
     Historia tej dziewczyny jest bardzo poruszająca i trudno to opisać w kilku zdaniach, dzięki temu, że doświadczyła wiele miłości w dzieciństwie za sprawą rodziców, a także dzięki wytrwałości i sile, których nauczyło ją życie dzisiaj realizuje się w tańcu, zna swoją wartość i nie boi się walczyć o swoje. Choć to okrutne, tak naprawdę wszystko co dziś posiada zawdzięcza ciężkim przeżyciom i jak sama wspomina, ból jakiego doświadczała nauczył ją bardzo wiele i pozwolił w pełni korzystać z życia. Dla mnie najtrudniejszym momentem było przebrnięcie przez fragment książki, w którym Michaela opisuje utratę własnego domu. Ciężko uwierzyć, że tak małe dziecko może przetrwać tak wiele i nie stracić przy tym swojej radości i wiary w ludzi. Chociaż teraz jest jedną z najszczęśliwszych dziewczyn w swoim otoczeniu, wszystkie tragedie jakich doświadczyła pozostaną z nią już do końca. Mimo to, chociaż ciężko się nie wzruszyć czytając, książka napawa optymizmem i chociaż to drugi koniec świata, kończąc ostatnie strony miałam wielką ochotę poznać Michaelę i chyba każdy kto sięgnie po ten tytuł będzie miał podobne odczucia. To po prostu bardzo pozytywna historia ze szczęśliwym zakończeniem.

Muzeum osobliwości

http://www.matras.pl/media/catalog/product/I/M/IMG1454343912974_23660_1.jpg     "Muzeum osobliwości"  to książka Alice Hoffman, autorki bardzo znanej i cenionej wśród czytelników i krytyków i może wstyd się przyznać, ale to pierwszy raz kiedy mam do czynienia z jej twórczością, a przynajmniej nie pamiętam bym wcześniej czytała coś spod jej pióra. Jednak nie tylko sama okładka ale i tytuł oraz opis zachęciły mnie do sięgnięcia po tę książkę, przede wszystkim dlatego, że strasznie kojarzyła mi się z  "Cyrkiem nocy", jedną z najlepszych powieści moim zdaniem. Jest w niej ta sama aura tajemniczości, atmosfera charakterystyczna dla fabuł magicznych ale nie do końca fantastycznych, oraz bohaterowie, których nie da się nie lubić. Nie ma większego komfortu dla czytelnika, niż możliwość stwierdzenia, że lubi się wszystkich bohaterów i wszystkim się kibicuje. Tu tak właśnie było.
     Sama fabuła wydaje się trochę skomplikowana, zwłaszcza kiedy czyta się opis na okładce, ilość wątków i detali trochę miesza w głowie, ale potem w miarę czytania okazuje się, że wszystko jest bardzo zrozumiałe  i kolejne postaci i szczegóły pojawiają się bardzo harmonijnie więc bez problemów można wszystko zrozumieć. Nie ma jednak fragmentów oddechu, kiedy można odpocząć przy dłuższych opisach lub rozdziałów "bez akcji", skupionych tylko na sferze emocjonalnej bohaterów. Tutaj cały czas coś się dzieje i nie zawsze są to wielkie odkrycia rzutujące na resztę książki, ale ciągle dowiadujemy się czegoś nowego więc nie ma czasu na nudę.  Całość została podzielona na 10 rozdziałów średniej długości.
      Akcja rozgrywa się na początku XX wieku w Coney Island. To miejsce wygląda jak plan filmowy. Znajduje się tam lunapark, w którym mieszkańcy Nowego Jorku szukają rozrywki po pracy. Właśnie tam dorasta 10-letnia Coralie, córka szalonego wizjonera, profesora Sardiego prowadzącego muzeum osobliwości. To jego oczko w głowie, miejsce, w którym skupia największe dziwy i okazy natury jakich nie sposób znaleźć nigdzie indziej.  "Konikiem" Coralie jest natomiast woda, to niesamowita pływaczka, której talent jest w oczach jej ojca kolejnym okazem wartym umieszczenia w muzeum. Mało tego, to właśnie ona będzie najcenniejszym i największym okazem tego przybytku. Z jednej strony właśnie rozpoczyna się wielka kariera dziewczyny, przynosząca sławę i uznanie, z drugiej jest to nic innego jak zaszufladkowanie i niewola.  Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy na horyzoncie pojawia się miłość.
     Książka jak już pisałam jest pełna akcji. Naprawdę nie uwierzę, jeśli ktoś powie, że nudziła go fabuła. Bohaterowie byli ukazani bardzo wiarygodnie i szczegółowo, przez co momentami miałam wrażenie, jakbym czytała biografię cyrkowców, a nie wymyśloną historię. Czasami denerwowało mnie to, że autorka wyraźnie lubi się skupiać na detalach co jest zazwyczaj zaletą, ale nie w przypadku kiedy wręcz umiera się z ciekawości by poznać rozwiązanie jakiegoś wątku. Myślę, że gdyby zakończenie było poprowadzone inaczej, można by z łatwością stworzyć z tego trylogię. Jest to też gotowy materiał na film i dziwię się, że do tej pory tego nie dostrzeżono. Nie wiem czy moja ocena nie jest podyktowana tym, że mam coś na punkcie cyrków, wesołych miasteczek i innych podobnych miejsc, ale uczciwie uznaję ten tytuł za prawie najlepszy z pośród wszystkich tych, które przeczytałam w tym roku.

Idiota

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/289000/289527/449891-352x500.jpg     Fiodor Dostojewski to kolejny klasyczny autor, z którym się ostatnio zetknęłam. Jednak muszę uczciwie przyznać, że też i najmniej przeze mnie lubiany. Jego powieści są naprawdę dobre i rzeczywiście zasługują na miano dzieł, ale jak dla mnie autor ten  miał za ciężki i często przesadzony styl, który gubił fabułę. Są historie, które bronią się same i nie trzeba wymyślnych opisów czy zbyt wielu dodatków, żeby się wybiły, a Dostojewski w niektórych swoich dziełach sprawiał, że właśnie ten nadmiar wątków, opisów czy postaci przyćmiewał samą historię.
     "Idiota" to książka poruszająca wiele sfer ludzkiej psychiki. Bohaterem jest Lew Myszkin, człowiek ubogi, nie posiadający niczego, prócz wielkich ambicji i marzeń. Postanawia przyjechać do Rosji by przejąć spory majątek. Miotają nim jednak trudne emocje, które rozdzierają go od środka, stawiają w ciągłej niepewności i nie pozwalają na podjęcie ostatecznych decyzji. Z jednej strony jest to człowiek niezwykle dobry, uczciwy i niestety przy tym wszystkim bardzo naiwny. Kieruje się w życiu zasadami, moralnością i religią, pragnie prowadzić wręcz ascetyczne, pobożne i niezwykle szlachetne życie. Z drugiej strony jest nadal tylko człowiekiem i wiele rzeczy wodzi go na pokuszenie, jak wszystkimi, także i nim rządzą czasami emocje i uczucia, nie zawsze łatwe. Dosięga go złość, pożądanie, czasami zazdrość czy chciwość. Wszystko to kłóci się z jego wymyślonym obrazem samego siebie. Do tego dochodzą konflikty, opinie innych ludzi, nie zawsze przychylne, no i ostatecznie miłość.
     "Idiota" to książka, która doskonale ukazuje ponadczasowy obraz człowieka. Z jednej strony chcemy być dobrzy, prowadzić spokojne życie i w zgodzie koegzystować z innymi, a z drugiej pochłania nas coraz większa komercjalizacji, konsumpcjonizm i chęć posiadania, a przy tym wszystkim jesteśmy coraz bardziej zagubieni w świecie, który nawet dla nas wydaje się już za nowoczesny. Ta książka mówi o tym, co dotyczy każdego bez względu na czasy w jakich żyje. Myślę, że gdyby język w jakim jest napisana był nieco bardziej przystępny zwłaszcza dla młodszych czytelników, na pewno ta powieść stałaby się dużo bardziej znana i ceniona niż już jest, a według mnie jest to najlepsze dzieło Dostojewskiego.

Lord Jim

http://smart.aanomaly.net/wp-content/uploads/2016/03/LordJim-500pix.jpg     Joseph Conrad to autor, którego większość kojarzy z lekturami szkolnymi, co na szczęście szybko się zmienia bo coraz więcej czytelników docenia klasykę i sięga po nią już nie z obowiązku, ale z własnej woli. Coraz więcej klasyków jest też dzisiaj tłumaczonych od nowa, przekładanych i wydawanych często w bardziej przystępny i zrozumiały sposób. Ja sama od czasu do czasu, choć zdecydowanie za rzadko, sięgam po jakieś starsze tytuły i przyznaję, że w większości odbieram je zupełnie inaczej, a przede wszystkim lepiej niż kiedy czytałam je z obowiązku w szkole. "Lord Jim" nie znajdował się na mojej liście lektur, ale Conrada znam z innych powieści i oczywiście, język nie do końca pozwalał na szybkie pochłanianie książki, ale zawsze doceniałam tego autora za niesamowite pomysły na książki.
     Głównym bohaterem jest młody oficer marynarki, Anglik Jim, który już za młodu wykazał się najgorszymi instynktami. Kiedy staje się już jasne, że jego statek zatonie, podejmuje on jedną z najgorszych możliwych decyzji i zamiast ratować, albo ostrzec chociaż swoją załogę, postanawia pod osłoną nocy uciec z okrętu i ratować samego siebie. Ta decyzja ma wpływ na całe życie mężczyzny i poniekąd jest sprawczynią jego zguby, bo Jima nękają potworne wyrzuty sumienia, a sama przeszłość także nie daje o sobie zapomnieć. Okazuje się, że wszystko potoczyło się zupełnie inaczej niż podejrzewał i teraz musi stawić czoła hańbie jaka go okryła po tak bezdusznym i tchórzliwym czynie.
     "Lord Jim" to powieść niezwykle trudna, a z drugiej strony bardzo łatwa. Sama fabuła mówi o bardzo ważnym i ciężkim emocjonalnie wydarzeniu, bo główny bohater praktycznie zdecydował się skazać na śmierć mnóstwo osób, tylko i wyłącznie z egoizmu i braku honoru. Z drugiej jednak strony Conrad napisał tą powieść bez większych emocji, raczej informując czytelników o tym co czuł bohater, niż przedstawiając jego odczucia. Jeśli więc ktoś szuka książki, w której emocje są widoczne i towarzyszą postaciom, to nie jest to ten tytuł. Jednak taki styl pomaga w czytaniu, bo nie trzeba się za bardzo angażować w akcję i nie odczuwa się tego stresu i ładunku emocjonalnego jaki towarzyszy takim ciężkim fabułom. Dla mnie jest to jeden z ciekawszych klasyków i dlatego zawsze będę go polecać.