sobota, 9 lipca 2016

Siedem listów z Paryża


http://sm2.muza.com.pl/2456-thickbox_default/siedem-listow-z-paryza.jpg  "Siedem listów z Paryża" to typowa lektura wakacyjna z podróżami i miłością w tle, ale na bardzo wysokim poziomie. Chociaż opis fabuły na okładce przywodzi na myśl kilkadziesiąt innych powieści i filmów romantycznych, ta książka została poprowadzona w zupełnie inny sposób.
   Główną bohaterką jest Samantha. To kobieta na życiowym zakręcie, którą prześladuje pech. Nie dość, że nie ma pracy to jeszcze na jej koncie piętrzą się zaległości finansowe, nawet jej małżeństwo istnieje tylko na papierze, bo jej relacje z mężem są w opłakanym stanie. Jednak nie zawsze tak było. Kiedyś, jako nastolatka Samantha była radosna i pełna życia i to właśnie w tamtym czasie poznała przystojnego francuza, Jean-Luca-speca od astronautyki, którego jednak porzuciła. Teraz, dwie dekady później, ta znajomość odradza się za sprawą listów, które niegdyś Jean wysłał do Samanthy. Choć zdecydowała się na nie odpowiedzieć lata później, okazuje się, że mężczyzna wciąż jest zainteresowany odnowieniem znajomości. Rozpoczyna się dalszy ciąg romansu, którego tak naprawdę nigdy nie zakończyli. Jakby tego było mało, Samantha decyduje się na szaleńczy krok i porzucając wszystko rusza do Francji na spotkanie z dawnym ukochanym. Postanawia postawić wszystko na jedną kartę i nie mając nic do stracenia zobaczyć, czy coś z tego wyjdzie.
     Samantha nie jest typową bohaterką na rozdrożu, która jedynie siedzi w domu i płacze za dawnym życiem. Dosyć szybko zbiera się w sobie i szuka nowego celu w życiu. Jest zdecydowana i bezkompromisowa. To zdecydowanie typ bohaterek, które lubię najbardziej, bo mimo porażek stara się normalnie i szczęśliwie żyć nie rozpamiętując przeszłości, ale szukając sposobu na to, by mieć jeszcze dobrą przyszłość. Również Jean-Luca nie jest postacią jednowymiarową. Z jednej strony to typowy francuz, który zawsze sypie dowcipami, jest wesoły, inteligentny, romantyczny i sympatyczny, ale z drugiej także i on ma swoje wady i francuskie przyzwyczajenia, które czasami działają na nerwy. Razem tworzą ciekawą parę, a przede wszystkim bardzo realną.
     "Siedem listów z Paryża" to książka bardzo oryginalna. Bohaterowie jednoczą się dosyć szybko, przez co już od połowy książki śledzimy ich rozwój jako pary. Na pewno autorka nie przeciągała wątków co jest najczęstszą wadą w powieściach romantycznych, wszystko działo się szybko, ale mimo, że to książka lekka, jest w niej też dużo skupienia na relacjach, emocjach i psychologicznych aspektach układania sobie życia na nowo, ale wszystko to w bardzo lekki sposób. Książkę pochłania się praktycznie w jeden dzień. Największą ciekawostką jest jednak podobieństwo wydarzeń i postaci do prawdziwych osób, a konkretnie do życia autorki, także Samanthy. Verant użyczyła swojej bohaterce nie tylko imienia, ale i mnóstwo osobistych wątków, jak choćby mąż, spec od astronautyki i francuz w jednym, któremu podobnie jak fikcyjna postać, także kazała na siebie czekać dwadzieścia lat! Nie wiem ile wydarzeń i szczegółów z książki jest także opartych na życiu autorki, ale to naprawdę przyjemne uczucie czytać powieść tak pozytywną, wiedząc, że wszystko to-a przynajmniej większość, wydarzyło się naprawdę i to samej pisarce.

czwartek, 7 lipca 2016

Miłość i kłamstwa

http://sm3.muza.com.pl/2281-thickbox_default/milosc-i-klamstwa.jpg     Cecelia Ahern to autorka, którą znają chyba wszyscy, więc nie będę jej już nawet przedstawiać. Ostatnio przeczytałam sporo jej książek i chociaż wcześniej nie bardzo przepadałam za jej stylem, ostatnio zaczęła mnie do siebie coraz bardziej przekonywać i przy każdej kolejnej powieści stwierdzam, że jest moją ulubioną. Jednak tym razem zrecenzuję tą, która naprawdę według mnie jest najlepsza pod każdym względem.
     "Miłość i kłamstwa" to historia Sabriny Boggs, dziewczyna, której życie zmienia się w jednej chwili, dosłownie. Przypadkiem natrafia ona na pewną kolekcję, której właścicielem jest nikt inny jak jej ojciec. To z pozoru zwykłe wydarzenie zmienia wszystko, bo za pomocą tajemniczej kolekcji, Sabrina poznaje prawdziwe oblicze ojca, nowych ludzi, o których istnieniu nie miała bladego pojęcia, odkrywa sekrety, kłamstwa i tajemnice skrywane przed nią przez lata. Nic już nigdy nie będzie takie samo, a Sabrina musi uporządkować sobie sprawy na nowo, tym razem znając prawdę. Nie jest to jednak takie łatwe, bo na jej poznanie ma ledwie jeden dzień.
     Wszystkie książki Ahern łączy jedno-w każdej powieści autorka stawia jedno, wielkie pytanie, na które musi odpowiedzieć główna bohaterka wraz z czytelnikami. Tym razem brzmi ono "A jeśli masz tylko jeden jedyny dzień, żeby dowiedzieć się, kim naprawdę jesteś?" Nie jest to więc bardzo lekka tematyka, raczej refleksyjna i wzruszająca historia o kobiecie, która z dnia na dzień musi od nowa przewartościowywać swoje życie i radzi sobie przy tym świetnie, choć nie bez potknięć. Oczywiście nie jest to typowy dramat, więc nie trzeba się bać czytać, ale też na pewno nie jest to jedna z wielu historii romantycznych na lato, przy której w ogóle nie trzeba myśleć. To bardziej ambitny ale i przyjemny tytuł.
     Nie mogę natomiast powiedzieć, że uwielbiam wszystkich bohaterów, z każdym się utożsamiam i każdego rozumiem. Zaczynając od głównej bohaterki, której jakoś nie mogłam polubić i mimo, że jej motywy i decyzje były w większości uzasadnione, a tok myślenia logiczny, to jednak w niej samej było coś, co mnie po prostu nie przekonywało. Myślę, że to po prostu typ charakteru, którego nie lubię. Podkreślę jednak, że od strony "technicznej" wszystkie postacie były dopasowane i nie można się było do niczego przyczepić. Niektóre wątki zakończyłabym, albo chociaż poprowadziłabym inaczej, ale ogólnie zakończenie jest adekwatne do fabuły i w miarę satysfakcjonujące. Sam pomysł zaś, oraz niektóre wątki naprawdę zachwycały i przyciągały, a książkę czytało się w rekordowym tempie i dlatego te minusy jakoś się zrównoważyły, a może i nawet wyblakły na tle wielu plusów. Dlatego zdecydowanie polecam.

wtorek, 28 czerwca 2016

Prawda o dziewczynie

     Jeśli ktoś z was czytał "Zaginioną dziewczynę" i ocenił ją bardzo dobrze, powinien przeczytać także książkę z dzisiejszej recenzji, bo według wielu krytyków, czytelników i znanych wydawców jest to jej następczyni, porównuje się ją nawet do takich hitów jak "Dziewczyna z pociągu". Oczywiście nie warto kierować się opiniami innych, bo ile osób tyle gustów i choć jednego powieść zachwyci, do drugiego czytelnika może w ogóle nie dotrzeć, ale w tym przypadku możecie mi zaufać na słowo.
     Zawsze mam problem z przypisaniem książce odpowiedniego gatunku, ale tylko jeśli chodzi o kryminały i thrillery. Tutaj wydaje mi się, że jest to trochę miks obu, z czego wyszło coś naprawdę ciekawego. Niby niczym nie wyróżniająca się fabuła, okazuje się być misternie utkaną historią, jedną z tych które lubię najbardziej, czyli pozwalającą czytelnikowi na własne śledztwo detektywistyczne. Przyznaję się, że poszłam w kompletnie inną stronę i nic z moim przypuszczeń się nie sprawdziło, ale to dobrze, bo zakończenie było dużo lepsze od tego co sobie wymyśliłam.
     Główną bohaterką jest Alice Salmon. Zwyczajna dziewczyna, lat 25, skromna i wrażliwa, z pozoru nie wyróżniająca się od innych, a jednak im dalej w las tym wbrew pozorom jaśniej. Chociaż nie jest to typ popularnej studentki, zna ją wiele osób, choćby z widzenia. Wszystkimi wstrząsa wieść o tym, że właśnie z rzeki wyłowiono jej ciało. Rozpoczyna się śledztwo i tu pojawiają się coraz to nowe detale z jej życia. Chociaż skryta w sobie, zawsze otoczona była przyjaciółmi i mężczyznami, choć nie rzucała się w oczy zawsze zaliczała miejscowe imprezy. To właśnie powrót do domu po jednej z nich, kosztował ją życie. Wszystkie te detale trzeba poukładać w jedną całość, a zajął się tym profesor z uczelni Jeremy Cooke. Powoli wyłania się całkiem nowa osoba, nikomu dotąd nie znana, która rzutuje na dotychczasowy portret dziewczyny.
     Ta książka napisana jest w bardzo nowoczesny sposób, co sprawia, że bardzo lekko i szybko się ją pochłania. Mamy tu wątki facebookowe, hejterów, nocne życie studentów, skandale i romanse. To jak serial zamknięty na 400 stronach książki, z mnóstwem postaci, wątków i tajemnic. Właściwie oczami wyobraźni widziałam zarówno miejsca akcji jak i bohaterów, a to dzięki temu, że autorka tak dokładnie wszystko opisała. Trudno mi ocenić ją bez zdradzenia zakończenia, albo jakiejś drobnostki, która za dużo by zdradziła, choć było to koniec według mnie tak dobry, że mam wielką ochotę zostawić choć jedną wskazówkę. Mimo to, zachęcam abyście sami sprawdzili i ocenili czy faktycznie tytuł ten przebił wszystkie poprzednie ze swojego gatunku.

Blizny

"Blizny" to powieść trudna i ciężka, która ciąży na umyśle przez cały czas czytania. Jednak w tym przypadku warto się na nią zdecydować, bo jest nie tylko dobrze napisana, ale przemyślana i realnie zakończona. Nie cierpię, kiedy zakończenia książek smutnych i skomplikowanych są przesłodzone lub zbyt łatwe, bo to według mnie ujmuje autentyczności całej fabule, denerwuje mnie też, kiedy dużo wątków zostaje pominiętych, detali zapomnianych, przez co trzeba po prostu przyjąć, że wszystko się jakoś ułożyło. Tutaj tak nie jest. Nie chcę zdradzać jak zakończyła się ta historia już na samym początku recenzji, ale mogę powiedzieć, że nie zawiodłam się. W końcu po wielu tytułach z tego gatunku mogę stwierdzić, że właśnie tak skończyłaby się podobna historia w realnym życiu i myślę, żę jest to chyba bardzo dobra ocena mówiąca sama za siebie. Mimo wszystko, muszę wypunktować jeszcze kilka zalet, które posiadała.
     Przede wszystkim urzekli mnie bohaterowie. Nie da się lubić wszystkich, bo każdy jest inny i nie wszyscy wpasowują się w nasz gust, ale w tej książce polubiłam zdecydowaną większość, a pozostałych choćby rozumiałam, co już sprawiło, że czytało mi się lekko i nie miałam ochoty omijać stron z nielubianymi postaciami, a czasami mi się to zdarza:) Główna bohaterka była bardzo dokładnie rozplanowana i widać było, że autorki mają konkretną wizję jej charakteru, wiedzą jak zakończy się jej opowieść. To sprawiło, że rozumiałam powody jej zachowań i nawet momentami potrafiłam sama przed sobą tłumaczyć jej gorsze momenty.
      "Blizny" nie da się czytać z uśmiechem na ustach, bo temat raczej na to nie pozwala, ale książka mija naprawdę w błyskawicznym tempie. To historia o tym, co trapi większość nastolatek, o problemach emocjonalnych, próbach odnalezienia siebie, swojego szczęścia i radzenia sobie z życiem w zdrowy i zrównoważony sposób. Kirsten, główna bohaterka, dopiero się tego wszystkiego uczy, ale idzie jej bardzo dobrze, choć czasami się potyka. Na oczach czytelnika mierzy się ze swoimi demonami, problemami i sposobem patrzenia na świat i krok po kroku, zmienia swoje życie, a przede wszystkim samą siebie i swoje myślenie. W trakcie lektury cały czas było mi szkoda tej dziewczyny, miałam ochotę jej pomóc, a czasami potrząsnąć nią porządnie by się obudziła z tego letargu. Od dawna żadna postać nie zapadła mi w pamięć tak jak ona i nie ekscytowałam się przez całą lekturę tym, czy uda jej się czy też nie. Przyznaję, że czytając doświadcza się ciągłej "nerwówki", ale zakończenie wynagradza cały stres!
     Tym razem nie ma jednej autorki, książkę współtworzyły dwie kobiety, Rebecca St. James i Nancy Rue. Związane są one nie tylko z literaturą ale i muzyką i działalnością charytatywną, przede wszystkim skupiającą się na młodzieży i może właśnie ta znajomość tematu tak zaprocentowała w książce. Dla mnie jest to jedna z lepszych powieści chociaż nie z tych, po które sięga się co kilka miesięcy. Mimo wszystko muszę ją polecić, każdemu.

Judasz

     "Judasz" to książka wzbudzająca kontrowersje, skłaniająca do myślenia i podważająca dotychczasowe spojrzenie na jedną z najbardziej znienawidzonych przez chrześcijan postaci, Judasza. To książka o chrześcijaństwie, ale zanim ktoś zrezygnuje z dalszego czytania chcę podkreślić, że przynajmniej dla mnie osobiście jest to bardziej thriller psychologiczny, albo chociaż kryminał i gdyby nie znajome mi z lekcji religii imiona, w ogóle nie zorientowałabym się, że jest to gatunek religijny.
     Autorką jest Tosca Lee, uwielbiana i bardzo chwalona przez krytyków, która postanowiła spojrzeć z innej strony na znaną historię. Wszyscy, także i osoby niewierzące, kojarzą postać Judasza z biblii, to właśnie on jest tym znanym zdrajcą, który odwrócił się od samego stwórcy. Wszyscy wierzący potępiają go i uważają, że jego czyny spowodowane były po prostu jego złym charakterem. Jednak Lee w swojej książce zdecydowała się zakwestionować te opinie i zastanowić się nad tym, czy na pewno wszystko było winą tylko i wyłącznie Judasza, czy może istniały jakieś powody, które skłoniły go do podjęcia takich, a nie innych decyzji. Być może to on sam był ofiarą, kimś, kto nie potrafił inaczej zareagować na dręczące go myśli i wątpliwości. Z drugiej strony, nawet sam Jezus nazwał Judasza przyjacielem, co skłania do refleksji nad tym tajemniczym człowiekiem. Autorka posuwa się nawet o krok naprzód i zadaje czytelnikowi pytanie, czy nie postąpiłby tak samo jak owy zdrajca, gdyby był na jego miejscu?
     Książka mówi o jednej z najpopularniejszych, największych i najbardziej rozrośniętych w siłę religii, a mimo to poprowadzona jest dokładnie w taki sam sposób, jak większość powieści. Są tu dialogi, monologi i opisy, wszystko utrzymane w lekkim i ciekawym stylu, a jednak ja jakoś nie mogłam się przemóc i poczuć, że jest to książka ukazująca wiele faktów z biblii, że opowiada o czymś prawdziwym, ale w zupełnie nowy sposób. Czułam raczej, jakbym czytała czysty thriller, w którym jedynie imiona brzmią znajomo. Autorka starała się ukazać drugą stronę medalu, zrobić to, co powinno się robić wobec każdego, czyli dać szansę na wytłumaczenie się, obronę, a jednak dla mnie to wszystko wydawało się zbyt naciągane, przerysowane. W ogóle nie czułam, jakbym czytała książkę opartą na faktach, mimo, że jest ona naprawdę świetnie napisana, a argumenty przytaczane przez pisarkę naprawdę dają do myślenia.
     Mimo wszystko, poleciłabym tą książkę każdemu, kto zapytałby mnie o dobrą literaturę mówiącą o religii. Wydaje mi się, że to po prostu  nie mój gatunek, chociaż nawet w moim przypadku autorka dopięła swego-w książce tej chodziło o zaintrygowanie czytelnika, wciągnięcie go w debatę i refleksję i choć nie jestem przekonana do tego co przeczytałam, to jednak w jakiś sposób przeżywam całą treść.:)

niedziela, 5 czerwca 2016

Nieukarani

    Niektórzy wiedzą już o moim dziwnym upodobaniu do kryminałów i thrillerów, zwłaszcza tych ciężkich i mrocznych. Ja sama czasami zastanawiam się nad tym, dlaczego spośród tylu gatunków lubuję się akurat w tym, jak mówią niektórzy "jesienno-zimowym". Jednak tym razem trafiłam na książkę, która wstrząsnęła nawet mną, a mam za sobą wiele drastycznych fabuł i ciężko jest mnie zaszokować i przestraszyć. Już na początku miałam ochotę odłożyć tę książkę, ale jako że syndrom "skoro zaczęłam, to już skończę" dotyczy także i mnie, postanowiłam stawić czoła tej historii i nie żałuję.
     Akcja rozgrywa się w małym mieście i porusza świat polityki. Ktoś morduje młodą bizneswoman oraz okalecza córkę przewodniczącego Rady Miasta. Niby nic niezwykłego, ale sposób w jaki dokonano zbrodni jest dość nietypowy i drastyczny. Obie kobiety bowiem zostają pozbawione skóry. Oczywiście wszystkie jednostki zostają postawione do pionu i choć nie mówi się o tym oficjalnie, zarówno miasto, mieszkańcy jak i rodziny poszkodowanych oczekują natychmiastowego rozwiązania sprawy. Problem jednak w tym, że morderca jest świetny w swoim fachu i mimo kilku poszlak ciężko wpaść na jakiś trop. Podkomisarz Jan Berent postanawia wrócić się do sprawy sprzed wielu lat, prowadzonej przez jego ojca, szukając związku między dawnymi i obecnymi zbrodniami. Wszystko bowiem wskazuje jednoznacznie na znanego już policji mordercę, zwanego Garbarzem. Wciąż jednak pozostaje mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Czy to możliwe, że po takim czasie ten słynny morderca ujawnił się po raz drugi? Czy to ktoś inny, naśladujący jego styl? Berent ma wiele odpowiedzi do znalezienia, a czas nie jest w tym przypadku jego sprzymierzeńcem. Jakby tego było mało, rozwiązanie wzburzy jego życie bardziej niż się tego spodziewał, a na szali będzie nie tylko jego reputacja, ale i morale.
     "Nieukarani" ma mocną tematykę co ucieszy tych, którzy lubią czuć książki "w kościach" jeszcze długo po skończeniu ostatniej strony. Nie poleciłabym jej tym, którzy zabierają się za kryminały z lekkim dreszczykiem, lub próbują dopiero tego gatunku. Opisy jakich używa autorka są dosyć mocne, a sama fabuła to już temat dla obytych czytelników. Największe wrażenie robi to, w jaki sposób autorka trzymała się detali i wątków. W książce jest naprawdę sporo bohaterów i faktów do zapamiętania, ale żaden szczegół nie został pominięty w rozstrzygnięciu. Wszystko zostało wyjaśnione i uzasadnione, co w przypadku kryminałów jest naprawdę ważne. Także bohaterowie byli bardzo dokładnie nakreśleni i chociaż nie polubiłam za bardzo głównego bohatera, muszę przyznać, że był bardzo realistyczny.
     Dawno nie czytałam tak oryginalnej fabuły, przy której w ogóle nie miałam poczucia, że już to gdzieś czytałam, że coś podobnego znajdowało się w innej książce. Niesamowicie ciekawie powiązano tu też historię z nowoczesnością, za pomocą zbrodni. Zdecydowanie chciałabym przeczytać coś jeszcze tej pisarki i mam nadzieję, że skupi się ona na właśnie tym gatunku, bo jest w nim bardzo dobra. 

piątek, 3 czerwca 2016

Ścieżki północy

    "Ścieżki północy" to jedna z tych książek, o których jest głośno jeszcze przed premierą. Sława tej konkretnej jest niewyobrażalna, a wśród krytyków ma opinię arcydzieła. Nic dziwnego, że wygrała nagrodę Bookera i została okrzyknięta sensacją i najpiękniejszą powieścią ostatnich lat. Taka renoma sprawia, że zawsze boję się czytać z obawy, że książka mi się nie spodoba i czar pryśnie. Jednak i tak próbuję i na szczęście w większości przypadków, tak jak i teraz, nie zawodzę się. Książka jest dosyć obszerna, ale to dobrze, bo czytając chce się aby nigdy nie nastąpiła ostatnia strona. Chociaż jest to chyba najlepsza rekomendacja, muszę przytoczyć więcej zalet, bo ta powieść przynajmniej według mnie, właściwie nie posiada wad.
     Głównym bohaterem jest Dorrigo Evans, chirurg internowany w japońskim obozie. Skazani na to miejsce przeżywają istne piekło na Ziemi. Są wykorzystywani do ciężkiej pracy, skrajnie wygłodzeni, objęci wieloma chorobami i strachem przed torturami. Wszystko to w imię budowy Kolei Śmierci w Birmie. Evans ma pod sobą wielu żołnierzy, którzy w nieludzkich warunkach starają się przeżyć i dotrwać do wolności. Chociaż i jemu jest ciężko, przy nadziei utrzymują go wspomnienia jego romansu z żoną wujka. Wszystko kończy się, kiedy Dorrigo otrzymuje list, mający wpływ na całe życie chirurga.
     Według okładki jest to historia o wielu rodzajach śmierci i miłości, o wojnie i prawdzie, a także o sukcesie. Dla mnie to przede wszystkim opowieść o nadziei i woli życia, która utrzymuje ludzi przy życiu nawet w najcięższych warunkach. Oczywiście występuje tu wiele postaci i czytając nie trudno zanurzyć się w zadumie, próbując odgadnąć, który bohater najbardziej przypomina nas samych. Według mnie autor ujął w książce trochę filozofii na temat egzystencji człowieka, ale wszystko to w bardzo przystępnym i potocznym języku, dzięki czemu bardzo szybko czyta się kolejne strony. To co mnie ujęło najbardziej, to dbałość o detale. Miałam wrażenie, jakbym sięgnęła po książkę odświeżoną i wydaną po latach na nowo, wszystkie elementy opisujące otoczenie, tamte realia sprawiały, że ciągle myślałam o tym, że to gotowy scenariusz na film. Jedynym minusem natomiast było to, że dialogi nie posiadają myślników, więc często musiałam cofać się o kilka słów wstecz bo za późno orientowałam się, że to koniec opisu, a początek wypowiedzi. 
     Myślę, że jest to tytuł, po który trzeba sięgnąć. Ja jestem nim zachwycona i mogę polecić go każdemu, kto szuka jednak trochę bardziej wybitnej literatury. Dla mnie zalicza się on do klasyków i aż ciężko mi uwierzyć, że tak wspaniała książka powstawała aż 12 lat. Mogę z całą pewnością zapewnić, że warto by było czekać na nią nawet kolejne lata.
     

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Jedwabnik

Jakiś czas temu na blogu zachwalałam powieść "Wołanie kukułki" autorstwa Roberta Galbraitha (pod pseudonimem tym kryje się nie kto inny jak znana ze swojej serii o nastoletnim czarodzieju J. K. Rowling!). Byłam zachwycona, gdy upewniłam się, że książka ta doczeka się dalszych części, a z drugiej strony nieco przestraszona. Uwielbiam J. K. Rowling, jej styl jest niesamowity, a "Wołanie..." zdecydowanie najlepszą powieścią w jej dorobku. Myślę, że gdy upodobamy sobie jakąś powieść, czy też film do tego stopnia, zawsze odczuwamy pewien lęk przed kontynuacją, że wypadnie ona gorzej od poprzedniej części i nieco "zniszczy" cały cykl. W końcu jednak otrzymałam "Jedwabnik", drugi tom serii o detektywie Strike'u. I zaczęłam czytać. Oderwałam się dopiero po ostatniej stronie. Zakochałam się w tej powieści a J. K. Rowling ponownie mi udowodniła, że każda jej książka jest tak samo dobra, jeśli nie lepsza od poprzedniej.
     Tym razem detektyw Strike rozwiąże sprawę całkowicie inną od tej znanej nam z "Wołania kukułki". Dla mnie było to coś nowego, ciekawego, z czym nie często spotkałam się w kryminałach. Sprawa ta zacznie się niepozornie. Mężczyzna zostanie poproszony o odnalezienie zaginionego pisarza. Nie byłby to pierwszy raz, gdy ów autor - Quine, zniknął. Często zaszywał się w swojej kryjówce. Całość wydaje się więc banalnie prosta. Strike musi po prostu wyśledzić pisarza i ściągnąć go do domu. Szybko okaże się jednak, że tym razem powody zniknięcia Quine’a nie były takie proste. Autor zostanie odnaleziony martwy, a jedyną wskazówką okaże się jego najnowsza książka - książka, w której Quine zdradza sekrety i krytycznie opisuje życie całego swojego kręgu towarzyskiego, książka, która po opublikowaniu zniszczyłaby więcej niż jedną karierę i życie.
     W kryminalnych powieściach Galbraitha najbardziej lubię to, że mniej w nich opisów makabrycznych zbrodni, a cała masa logicznego myślenia, zagadek, ślepych zaułków i skupiania się na psychologicznych portretach podejrzanych. Pod tym względem książki te bardzo przypominają mi moje ukochane opowiadania o Sherlock'u Holmesie. Sam cykl nie skupia się również wyłącznie na kryminalnych zagadkach. Jak poprzednio, czytając wychodzimy poza tą sprawę i poznajemy również bliżej naszych bohaterów, ich życie, zmartwienia. Jest to świetny zabieg, gdyż dzięki temu stają się nam o wiele bliżsi. Tym razem nieco więcej miejsca poświęcono asystentce Strike'a, Robin. To był dobry pomysł, gdyż po "Wołaniu..." nie byłam jeszcze zupełnie przekonana do tej postaci, a teraz ją po prostu uwielbiam. Rowling jak mało kto ma dar to wyśmienitego kreowania złożonych postaci. Jej styl jest zabawny i lekki i od lektury trudno się oderwać.
     "Jedwabnik" jest tak samo błyskotliwą lekturą, jak poprzedzające go "Wołanie kukułki". Odetchnęłam z ulgą, przekonując się o tym. Bez wątpienia polecam tę książkę wszystkim, nie tylko fanom "Harry'ego Pottera". Spodoba się ona zwłaszcza fanom kryminałów, którzy cenią sobie zagadki logicznego myślenia, ale myślę, że nawet osoby zwykle nie gustujące w tym gatunku znalazłyby tutaj coś dla siebie. Tym razem już bez lęku z niecierpliwością zabrałam się za trzecią część serii.
5/6

czwartek, 3 marca 2016

Dotyk



"Dotyk" jest jedną z niewielu powieści poświęconych medycynie. Niby nie trudno jest znaleźć tytuł nawiązujący do chorób czy niepełnosprawności i najczęściej są to dramaty, ale książek skupiających się konkretnie na zawodach medycznych ukazujących życie lekarzy i pielęgniarek, a także codzienności na oddziałach szpitalnych naprawdę nie ma zbyt wiele. Odwrotnie jest z tematyką prawniczą, która osobiście najczęściej mnie nudzi i najzwyczajniej w świecie już mi się opatrzyła. Dlatego też tą powieść przeczytałam mając spore oczekiwania i choć nie spełniły się one w 100% to mimo wszystko uważam, że jest lepsza niż większość jej podobnych.
Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o autorze, którego nie znałam z nazwiska, ale po przeczytaniu notki o nim byłam bardzo zaskoczona, ponieważ okazało się, że bardzo dobrze znam jego twórczość filmową, choć nie miałam o tym pojęcia. Randall Wallace jest bardziej związany ze sztuką filmową niż z literaturą. To scenarzysta, reżyser i autor piosenek. Największym zaskoczeniem jest jednak jego dorobek. Jeśli także uwielbiacie i uważacie za bardzo dobre takie filmy jak Braveheart - Waleczne Serce, Człowiek w żelaznej masce czy Pearl Harbor, to mam nadzieję, że zaskoczę was informacją, że to właśnie Wallace był autorem scenariuszy do tych tytułów!
Dla mnie był to lekki szok z uwagi na to, że nie interesuję się kinem do tego stopnia by dowiadywać się o nazwisko każdego twórcy, którego film oglądam. Właśnie dlatego zabierając się za czytanie trochę niesprawiedliwie oczekiwałam hitu na miarę Oscara i właściwie to już "dobrałam" obsadę do filmu chociaż nic mi nie wiadomo na temat ekranizacji tej książki.
Główną bohaterką jest kobieta, z zawodu chirurg Lara Blair. To bardzo zdolna, ambitna i inteligentna lekarka, z pasją poświęcająca się swojemu zawodowi. Jest właścicielką firmy specjalizującej się w nowoczesnym sprzęcie medycznym. Od pewnego czasu jednak stara się rozgryźć pewien problem dotyczący właśnie swojej działalności.
Po drodze poznaje tajemniczego chirurga, który nie działa już czynnie w swoim zawodzie i nikt nie zna przyczyn jego rezygnacji z wykonywania operacji. To bardzo skryty, a jednocześnie intrygujący mężczyzna, który wyraźnie ukrywa jakiś sekret. Lara postanawia nakłonić go do współpracy, tym bardziej, że nie ma widocznych przeciwwskazań do tego, by nadal pomagał on pacjentom. Jednak kiedy Blair zaczyna zacieśniać ich znajomość na jaw muszą wyjść także jej tajemnice. Widocznym jest, że łączy ich coś więcej niż miłość do medycyny.
Na okładce można przeczytać, że to piękna opowieść o miłości, ale według mnie w jakimś stopniu zawarto tu też trochę intrygi i tego czegoś, co często trzyma w napięciu w przypadku kryminałów. Chociaż z drugiej strony bardzo możliwe, że z uwielbienia do tego gatunku zaczynam się go doszukiwać w każdej książce na jaką trafię:) Na pewno jednak jest tu dużo medycyny, choć bardziej od strony "technicznej". Nie ma przesadnych opisów chorób niczym z encyklopedii, czy przydługich definicji co dla mnie jest plusem. Jeśli jednak oczekujecie akcji rodem z Leśnej Góry, możecie się rozczarować. Dla mnie ta książka przypomina trochę dobry film, w którym proporcje są bardzo dobrze wyważone dzięki czemu kiedy akcji jest trochę mniej nie nudzimy się, ale też i nie mamy wrażenia że ktoś nagle przełączył kanał. Były fragmenty, w których według mnie Lara schodziła trochę na drugi plan, ale nie psuło to całości ani też nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, jako postać jest to jedna z lepiej ukształtowanych bohaterek o jakich ostatnio czytałam. Obiecanego wątku miłosnego także jest dużo, bo w końcu o tym głównie jest ta książka. Myślę, że autor poradził sobie bardzo dobrze. Fabuła jest spójna, wątki rozwijają się w idealnym tempie, a bohaterowie są prawdziwi i naprawdę łatwo jest wyobrazić sobie kogoś takiego "na żywo". Nie ma nic gorszego niż wydumane, idealne i sztuczne charakterki. Trudno by było polubić powieść, kiedy nie darzy się sympatią głównych bohaterów. Na szczęście tutaj było inaczej i oczywiście, "Dotyk" nie zwalił mnie z nóg, ale też nie mam żadnych negatywnych odczuć i dlatego mogę szczerze polecić tę książkę.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Blisko domu

 Kolejny raz znany nam już z poprzednich części inspektor policji z Yorkshire, Alan Banks, trafia na ślad zagadki, którą tylko on sam może rozwiązać. Właściwie, to tym razem sprawa zostaje mu z góry przydzielona, ale i tak tylko jego doświadczenie i logiczny umysł są w stanie przedrzeć się przez najbardziej zawiłe wątki i mylące tropy, by dojść do sedna sprawy. Pech jednak sprawia, że akurat w tym czasie Alan przebywa na urlopie w Grecji, gdzie próbuje się zrelaksować po trudach swojej jakby nie było wykańczającej psychicznie pracy. Kiedy w trybie natychmiastowym wraca do Anglii okazuje się, że tym razem zbrodnia dotyka go nie tylko zawodowo, ale i osobiście. Zamordowanym okazuje się być jego zaginiony od 30 lat przyjaciel z dzieciństwa. Jak łatwo się domyślić, Banks chcąc nie chcąc, będzie musiał powrócić pamięcią do dawnych czasów i wykorzystać swoją więź z ofiarą by móc połączyć w całość wszystkie fakty. Nie będzie to łatwe, bo inspektor od lat próbuje wymazać ze swojego życia wszelkie wspomnienia
z dzieciństwa i raczej nie często powraca do przeszłych wydarzeń. Zbrodnia jaka miała wtedy miejsce musi ponownie ujrzeć światło dzienne, a sam Alan musi wrócić do miejsc, w których wszystko się stało. Poczynając od miejsca, w którym zaczęła się zguba Grahama Marshalla, ofiary i dawnego przyjaciela. Ta sprawa wydaje się być dużo poważniejsza niż początkowo sądził, a im dalej brnie w śledztwie, tym niebezpieczniej się robi wokół niego. Mimo ogromnej niechęci musi odkopać sprawy z przeszłości, które będą miały ogromny wpływ na jego obecne życie. Kolejna książka z serii kryminałów, wydawnictwa Sonia Draga i kolejna fantastyczna fabuła za mną.
Są takie serie, które po prostu nie zawodzą i każdy kolejny tytuł można kupować właściwie w ciemno, nie czytając nawet opisu z tyłu okładki. Ta właśnie do takich należy. Oczywiście jeśli lubujecie się w tym gatunku,
bo muszę zaznaczyć, że wszystkie książki z tego cyklu to czyste kryminały z twardo naznaczoną akcją, mnóstwem zbrodni i
przede wszystkim ogromną ilością detektywistycznej dedukcji. Czasem trudno jest nadążyć za głównym bohaterem i
próbować odgadnąć rozwiązanie przed ostatnią stroną, ale to tylko kolejny plus. Nie ma tu pomieszania gatunków, więc nie ma co liczyć na jakieś romanse w tle, obyczajowe historie zabierające prawie połowę książki i inne dodatki. To tylko i wyłącznie kryminał, dla fanów tego gatunku w klasycznym wydaniu. Dlatego też jeśli nie jesteście wielbicielami możecie mieć poczucie, jakby książka była zbyt ciężka, a nawet nudna, a tak nie jest. Jak dla mnie jest to jeden z lepszych tytułów spośród wszystkich z całej serii.
Główny bohater był tym razem jeszcze bardziej charakterystyczny, być może dlatego, że akcja dotyczyła jego dalekiej przeszłości, dzięki czemu udało mi się poznać go jeszcze bliżej i odkryć parę szczegółów z jego życia, które wpływają na jego osobowość. Jeszcze innym detalem, który bardzo mi się podoba jest ilość dialogów. W całej serii jest ich naprawdę sporo, ale w tej konkretnej książce ich liczba moim zdaniem jeszcze bardziej wzrosła. Jest tu naprawdę sporo i dialogów i monologów co nie pozwala się ani przez chwilę nudzić. Na pewno więc nie spotkacie tu przydługich opisów miejsc i przyrody, które niestety często są największą wadą książek. W przypadku tych kryminałów nie da się też nie wspomnieć o sposobie, w jaki są wydawane. Wszystkie tytuły mają jeden spójny styl okładek. Ciemny i zawsze mroczny obrazek, najczęściej przedstawiający narzędzie zbrodni lub symbol kojarzący się z mrokiem i złem, a u góry jasny pas z wytłoczoną czcionką. Jako, że posiadam już sporą ilość tytułów z tego cyklu, mogę was zapewnić, że niesamowicie prezentuje się on na półce.