środa, 8 lutego 2017

Wytańczyć marzenia





     "Wytańczyć marzenia" to książka z gatunku tych, które zawsze dobrze się kończą i właśnie dlatego wybieram je zawsze wtedy, kiedy nie mam ochoty na żadną fabułę. To historia dziewczyny, która nie mając nic prócz marzeń osiągnęła szczyt kariery tanecznej, tylko i wyłącznie dzięki swojemu uporowi, ciężkiej pracy i wytrwałości. Przezwyciężyła mnóstwo przeszkód by móc spełnić swe pragnienie i stać się sławną primabaleriną, a jej start był utrudniony.
     Michaela De Prince urodziła się w kochającej, choć biednej rodzinie. Od dziecka chorowała na bielactwo, a mimo to, dzięki miłości rodziców osiągała sukcesy w nauce i już jako kilkulatka mówiła w kilku językach, potrafiła czytać i pisać. Po śmierci ojca trafiła do wujka, u którego zaznała wiele cierpienia, jednak to nie był koniec jej problemów. W trakcie wojny wylądowała w sierocińcu, gdzie z powodu choroby i wyglądu była wyśmiewana i odrzucona. Właśnie wtedy też zakiełkowało jej baletowe marzenie. Kiedy była na skraju rozpaczy znalazła bowiem zdjęcie baletnicy, które zachwyciło ją i dodało nadziei na tyle, że sama zaczęła śnić o balecie. Postanowiła nie poddawać się i mimo ciężkiego życia osiągnąć to, czego chcieli dla niej rodzice, szczęścia i sukcesów. Została adoptowana przez rodzinę ze Stanów, która umożliwiła jej lekcje w renomowanej szkole i to tam rozpoczął się szczęśliwy i wolny od cierpienia okres jej życia. Do dziś Michaela osiąga niebywałe sukcesy i pnie się po szczeblach kariery.
     Historia tej dziewczyny jest bardzo poruszająca i trudno to opisać w kilku zdaniach, dzięki temu, że doświadczyła wiele miłości w dzieciństwie za sprawą rodziców, a także dzięki wytrwałości i sile, których nauczyło ją życie dzisiaj realizuje się w tańcu, zna swoją wartość i nie boi się walczyć o swoje. Choć to okrutne, tak naprawdę wszystko co dziś posiada zawdzięcza ciężkim przeżyciom i jak sama wspomina, ból jakiego doświadczała nauczył ją bardzo wiele i pozwolił w pełni korzystać z życia. Dla mnie najtrudniejszym momentem było przebrnięcie przez fragment książki, w którym Michaela opisuje utratę własnego domu. Ciężko uwierzyć, że tak małe dziecko może przetrwać tak wiele i nie stracić przy tym swojej radości i wiary w ludzi. Chociaż teraz jest jedną z najszczęśliwszych dziewczyn w swoim otoczeniu, wszystkie tragedie jakich doświadczyła pozostaną z nią już do końca. Mimo to, chociaż ciężko się nie wzruszyć czytając, książka napawa optymizmem i chociaż to drugi koniec świata, kończąc ostatnie strony miałam wielką ochotę poznać Michaelę i chyba każdy kto sięgnie po ten tytuł będzie miał podobne odczucia. To po prostu bardzo pozytywna historia ze szczęśliwym zakończeniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz