poniedziałek, 23 czerwca 2014

Im szybciej idę, tym mniejsza jestem

     Po chwilowej przerwie nadszedł czas na kolejną powieść z serii "Gorzka czekolada". Ta seria jest jedną z najlepszych jakie do tej pory wydano, co powtarzam przy okazji każdej książki z tego cyklu, bo też i każda kolejna jest coraz lepsza. Podoba mi się w niej przede wszystkim to, że zawsze wiem z góry, że każdy tytuł jest udany i ciekawy, a ich gatunki różnią się. W jej skład wchodzą zarówno kryminały, thrillery, jak i powieści filozoficzne, romantyczne i inne.
     Tym razem była to powieść norweskiej pisarki, o lekko filozoficznym zabarwieniu, mówiąca o ważnym temacie w dzisiejszym społeczeństwie, czyli starości. To wiek, w którym ludzie niestety coraz częściej stają się jedynie zbędnymi balastami, potrzebują opieki i zainteresowania, a to z kolei kojarzy się z wydatkami i czasem jaki trzeba wygospodarować na choćby krótkie spotkania. Chociaż powinna być czasem odpoczynku i cieszenia się codziennością, starość często odbierana jest jako trudny okres życia, w którym trzeba pogodzić się z samotnością, odrzuceniem, brakiem zasobów materialnych czy finansowych.
     Właśnie tą grupę społeczną reprezentuje Mathea Martinsen. To kobieta w podeszłym wieku, która żyje z dnia na dzień, powtarza stałe czynności i zastanawia się nad sensem życia. Zdaje sobie sprawę, że nie wiele czasu jej zostało, a właściwie nikt jej nie zauważa. W sklepie nikt nie podejmuje się rozmowy z nią, nie zwraca na nią uwagi, podobnie jest na ulicy. To sprawia, że w jej głowie rodzi się pytanie, czy ktokolwiek zauważy, że jej niema, kiedy już odejdzie z tego świata? Wszystko wskazuje na to, że nie i właśnie wtedy Mathea rozpoczyna walkę ze światem o siebie, swoje życie, swój ślad, tak by pozostało po niej choćby jedno wspomnienie. W tym celu zachowuje się ekscentrycznie, zwraca na siebie uwagę, jak tylko potrafi stara się zmusić ludzi do dostrzeżenia jej obecności. Momentami jest to śmieszne, czasami dramatyczne, ale zawsze daje do myślenia i sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad swoim otoczeniem. Czy wokół nas jest taka Mathea?
     Chociaż książka opowiada o starszej pani, to metafora i główne przesłanie książki odnosi się do człowieka jako istoty w ogóle. Zawsze jest jakaś Mathea, czy to w osobie starszych pań, czy zagubionych nastolatków, samotnych dzieci czy dorosłych w średnim wieku. Często właśnie te najbardziej rzucające się w oczy osoby, których zachowanie, sposób ubierania się czy poglądy są najbardziej ekscentryczne, okazują się być samotne. Autorka zwraca uwagę na ten problem, zmuszając do refleksji. Wszystko to w humorystycznym zabarwieniu, z mnóstwem sytuacyjnych żartów, a jednak pod tą śmiesznością kryje się tragedia. Gdybym miała opisać swoje wrażenia jednym zdaniem, powiedziałabym, że ta powieść to śmiech przez łzy.
     Mimo to polecam ją wszystkim, bo jest to lektura inteligentna, pożyteczna, z przesłaniem, zmuszająca do zastanowienia się nad sobą i innymi, poruszająca ważne tematy, pomagająca zrozumieć i przy tym ucząca empatii i chyba właśnie to podsumowanie jest jej najlepszą recenzją.

 Autor: Kjersti Annesdatter Skomsvold
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 136
Ocena: 6/6
 http://mediarodzina.pl/

1 komentarz: