czwartek, 14 stycznia 2016

Niewidoczne dla oczu, przejmujące świadectwo o miłości ukrytej.

    Ostatnio na mojej półce pojawiła się dosyć spora sterta książek trudnych. Przeważają wśród nich dramaty, powieści psychologiczne lub poradniki o kryzysach. Są to książki, które bardzo lubię i nie przeszkadza mi ich emocjonalny ciężar. Jednak spośród wszystkich, najcięższe zawsze są te mówiące o niepełnosprawności ruchowej lub psychicznej. Ich ciężkość wynika z tego, że to temat trudny, wzruszający i poruszający, przeważnie wywołujący współczucie i smutek, ale też i temat trochę kontrowersyjny. Chociaż trudno w to uwierzyć, zjawisko tak normalne jak niepełnosprawność, wciąż jest czymś zaskakującym, tematem omijanym w rozmowach, a nawet czymś, czego ludzie się boją. Mimo to coraz częściej pisarze sięgają po niego w swoich książkach, także w innym mediach jest o tym coraz głośniej. Ma to przede wszystkim pomóc nagłośnić problem niepełnosprawności i nauczyć ludzi, że jest to cecha człowieka, a nie jego wada.
     "Niewidoczne dla oczu" to bardzo trudna książka. Napisana przez Sophie Lutz, zainspirowana, a właściwie w całości oparta na jej życiu. Kobieta jest matką czwórki dzieci, w tym upośledzonej Philippine. Opisuje tu swoją codzienność, wychowywanie tak szczególnie wymagającego dziecka, ale i dzieli się wątpliwościami, kryzysami, emocjami. Dzisiaj to kobieta spokojna, która przede wszystkim kocha i dba o swoje dzieci. Jednak początki życia chorego dziecka nie były łatwe. Sophie jak i cała jej rodzina, wielokrotnie zmagali się z ogromnymi emocjonalnymi barierami, huśtawkami nastrojów i problemami z akceptacją. Po narodzinach czuje się miłość, ale autorka nie bała się powiedzieć głośno, że także i strach i złość. Zarówno ona jak i jej bliscy musieli krok po kroku nauczyć się nowej sytuacji, poukładać swoje myśli i uczucia, a przede wszystkim starać się zapewnić dziewczynce jak najwięcej spokoju, stabilności i miłości.
     Często ludzie mają wyrzuty sumienia z powodu swoich nie zawsze radosnych odczuć względem chorych dzieci. Dotyczy to głównie rodziców. Tymczasem Sophie pokazuje, że nie trzeba się tych emocji bać, mieć wyrzutów sumienia i cierpieć. Te zawahania wiary i siły są normalne i nawet potrzebne. To możliwość stawienia czoła trudnościom i odnalezienie nowego, pełniejszego życia i umocnienie wiary. Bardzo przejmujące jest to, w jaki sposób autorka zwierza się w książce. Poznajemy jej najgłębsze myśli, wraz z nią odczuwamy różnobarwne emocje, od euforii po złość, smutek, strach i radość.
    Najbardziej przejmujące były według mnie fragmenty opowiadające o rodzeństwie Philippe. To dzieci o dosyć trudnej sytuacji, bo od małego muszą borykać się z wieloma problemami, które nie dotyczą innych dzieci. To dla nich próba. Muszą odnaleźć się w roli opiekunów siostry, poradzić sobie z reakcja otoczenia, ale i mniejsza uwaga ze strony rodziny. Chociaż Sophie kocha swoje dzieci jednakowo, naturalne jest, że najwięcej czasu poświęca chorej córce. To z kolei wydaje się niesprawiedliwe dla jej pozostałych dzieci. Nie rozumieją one jeszcze powagi sytuacji i oczekują równego traktowania.
     Trudno oddać w słowach ten ciężar książki, chyba trzeba go odczuć wysłuchując historii Sophie Lutz. Na pewno jednak jest to niezwykle mądre i bardzo potrzebne spojrzenie na chore dziecko z perspektywy jego rodziny. Myślę, że warto przeczytać i polecić dalej tę lekturę.

 Autor: Sophie Lutz
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Liczba stron: 192
Ocena: 5/6
 http://wfw.com.pl/

8 komentarzy:

  1. Chyba nie sięgnę po tę książkę - zbyt osobiście bym ją potraktowała....

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię tak trudne książki, chociaż nieraz zostaję po nich z kacem książkowym... Jednak na pewno sięgnę po tę książkę, jeśli nadarzy się taka okazja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że książka wywołuje sporo emocji. Jeśli będę miała okazję to na pewno się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę czytałam i bardzo mnie poruszyła.

    OdpowiedzUsuń