czwartek, 4 września 2014

Pensjonat na wyspie

      Główną bohaterką "Pensjonatu na wyspie" jest Libby. To młoda kobieta o dość zwyczajnym, ustabilizowanym życiu. Pewnego dnia dostaje wiadomość o spadku, jaki odziedziczyła po ojcu. Majątek jest dość spory, bo jest nim pensjonat w dobrze sytuowanym miejscu. Jednak zamiast radości z uzyskania spadku, czy smutku po śmierci ojca Libby czuje jedynie zaskoczenie i niedowierzanie. Problem w tym, że jej matka od dzieciństwa wmawiała jej, że ojciec zmarł. Teraz kobieta musi zmierzyć się z nową sytuacją i zaakceptować fakt, że jej dawne życie mogło wyglądać zupełnie inaczej, gdyby tylko wiedziała o istnieniu rzekomo zmarłego ojca. Osobą, która wyjawiła jej tą tajemnicę jest jest przyjaciółka Nicole, którą ktoś porywa. Do tego wszystkiego Libby dowiaduje się o tym, że ojciec chciał kontaktu z nią, jednak jej matka skutecznie go odstraszała. Teraz choć Libby marzyła o tak pięknej posiadłości, musi ją sprzedać z powodów finansowych, do tego czekają ją nieprzyjemności związane z wrogim przyrodnim rodzeństwem, a policja zajmująca się śledztwem w sprawie porwanej przyjaciółki uważa ją za podejrzaną. Teraz kobieta musi poukładać życie prywatne, odnaleźć przyjaciółkę i ustalić przyszłość pensjonatu.
     Akcja powieści gna do przodu bardzo szybko i nie mogłam doczekać się zakończenia. Przyznam, że było ono dla mnie kompletnie nieprzewidywalne jeśli chodzi o wątki kryminalne, jednak te dotyczące życia osobistego Libby przewidziałam już w połowie książki. Mimo to powieść zaskakuje i nie nudzi, a co najważniejsze trzyma w napięciu. Już na wstępie zapoznajemy się ze wspomnianym wątkiem kryminalnym dotyczącym porwania, a następnie stopniowo odkrywamy kulisy tej zagadki, jednocześnie poznając samą Libby i jej rodzinne zawirowania. Autorka stworzyła fabułę w taki sposób, że każda postać jest ważna, a wszystkie razem są jak układanka, w której każda część pozwala widzieć i rozumieć więcej. Dlatego też bohaterowie są szczegółowo rozbudowani i o każdym da się coś powiedzieć. Moim zdaniem to ogromny plus, bo nie ma nic gorszego niż skupienie się na głównej postaci zostawiając resztę niedopracowaną. Coble podzieliła ich na dobrych i złych i przy okazji zawarła trochę wątku romantycznego w powieści.
     Patrząc na samą okładkę można odnieść całkowicie mylne wrażenie co do fabuły. Ja sama uznałam książkę za typowy romans z rodzinną tajemnicą w tle, tymczasem okazała się być ona dużo bardziej skomplikowaną w pozytywnym znaczeniu. Nie jest to jednak typowy kryminał, a raczej lekkie czytadło na wakacje, które wciąga i zostaje w głowie na długo. Moim zdaniem to jedna z lepszych propozycji na urlop, jakie ukazały się w tym roku. Zdecydowanie mogę ją polecić osobom, które lubią niejednoznaczne tytuły, a jednocześnie szukają czegoś lekkiego i przyjemnego.
   
Autor: Colleen Coble
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Liczba stron: 364
Ocena: 6/6
http://wfw.com.pl/

6 komentarzy:

  1. Ach..też uległam ocenie książki po okładce. Miałam wrażenie, że to tanie romansidło. Okładka i tytuł idealnie do takiego rodzaju książek pasują, a tu taka niespodzianka!

    OdpowiedzUsuń