Sprzedawca papieru

     Mateusz Kaptur to debiutant na rynku wydawniczym, który zainteresował mnie tym, że nie zaczął swej kariery od typowego romansu, dramatu czy kryminału, tylko od książki którą trudno określić i jednoznacznie przydzielić do jakiegoś jednego gatunku, a tematyka, fabuła jego powieści jest niespotykana i może nie jest to niesamowity temat, ale ja jeszcze nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim wcześniej. Można więc powiedzieć, że prostota jednak czasem wygrywa.
     Wątkiem przewodnim, głównym tematem i sensem książki, jest akwizytor. Zawód nieszanowany, nielubiany i niedoceniany, a przecież tak samo trudny, ciężki i wymagający wysiłku jak każdy inny. Choć z punktu widzenia klienta, akwizytor to najgorsze, nachalne i nadgorliwe zło, to jednak po lekturze,choć nie przedstawiła ona tego zawodu w superlatywach, zrobiło mi się żal akwizytorów. To najczęściej ludzie, którzy nie mieli dużego wyboru, każdego dnia walczący o choćby jedną sprzedaną rzecz, bo ich pensja zależy od sprzedaży, w dodatku na karku czują nienawiść ludzi otwierających drzwi.
     Z takiego też założenia wychodził młody chłopak, maturzysta Tobiasz. Będąc u progu dorosłości, próbuje wybrać między kolejną szkołą, czyli studiami, a pracą zawodową. Kiedy w gazecie trafia na ogłoszenie, decyduje się od razu na to drugie i jest niezwykle zdziwiony, że zostaje zaproszony na rozmowę. Jego zdziwienie rośnie jeszcze bardziej, kiedy odbywa rozmowę z szefem. Okazuje się bowiem, że akwizycja to zawód z misją, a oferowane w sprzedaży rzeczy, w tym wypadku książki, to nie zwykła makulatura, ale sposób na uratowanie ludzkości, a w ogóle to sprzedawca wie lepiej i to on wie czego potrzebuje klient, który powinien tylko zapłacić i cieszyć się z nowej szansy. Aby jeszcze bardziej uwidocznić doniosłość tego zawodu, pracodawca od razu posyła Tobiasza na dzień próbny z najlepszym pracownikiem.
     Sprzedawanie książek to nie łatwy kawałek chleba, ale najlepszy sprzedawca nie na darmo jest tak nazywany i ku zdziwieniu chłopaka, nikt mu nie odmawia. Jednak ta książka to nie tylko dzień z życia akwizytora, ale też i wiele rozmów, historii i ukrytych prawd, które można dostrzec między wersami. Ludzie przedstawieni są jako zagubieni, potrzebujący drugiego człowieka, a kupno czegoś to jedynie wymówka dla potrzeby rozmowy i kontaktu z drugim człowiekiem. Nie oznacza to jednak, że powieść jest jednym wielkim morałem, a z każdej strony autor próbował nas czegoś nauczyć. Wszystko jest napisane niezwykle lekko, a język i styl autora mają w sobie coś oryginalnego, klimat, którego wcześniej nie spotkałam w żadnej książce. Już samo to było interesujące i warte przeczytania, choć z drugiej strony czasami denerwowały mnie postaci, zbudowane trochę zbyt schematycznie, za prosto, ale zastanawiając się nad tym po przeczytaniu całości, muszę stwierdzić, że inne zarysy postaci mogłyby przyćmić sens i fabułę powieści, dlatego przymknęłam oko na bohaterów, nie byli oni tacy źli.
     Nie jest to może mistrzostwo literackie, ale na pewno książka ma coś w sobie, jest inna i to jej duża zaleta, dlatego polecam zapoznać się z tym, moim zdaniem, udanym debiutem literackim.

Autor: Mateusz Kaptur
Wydawnictwo: novaeres
Liczba stron: 181
Ocena: 5/6
Previous
Next Post »