wtorek, 4 czerwca 2013

Zwycięzca bierze wszystko

     Popularne od wielu lat Harlequiny nigdy nie były moim gatunkiem. Mimo, że lubię książki romantyczne, takie typowe romanse nie są w moim stylu. Jednak przeglądając antykwariat Stara Dobra Książka mój wzrok przyciągnęła właśnie ta okładka. Po przeczytaniu opisu książki w internecie, wiedziałam już, że bardzo chcę przeczytać tą książkę. Jakie było moje zdziwienie gdy w domu odkryłam, że jest to powieść Harlequina na co szczerze mówiąc nie zwróciłam wcześniej uwagi. Jednak po przeczytaniu tej pozycji, już wiem, że na pewno bliżej zapoznam się także z innymi tytułami wydawnictwa Mira.
     "Zwycięzca bierze wszystko" to oczywiście powieść o miłości. Jednak nie jest to przesłodzone romansidło, z czym zawsze kojarzyły mi się Harlequiny.:)
     Główną bohaterką jest Laura. Młoda kobieta sukcesu, z powodzeniem kierująca znanym hotelem w San Francisco. Laura nie ma rodziny, a jedynie matkę. Pech sprawia, że gdy kobiety wybierają się w deszczowy wieczór na przyjęcie, w ich auto uderza ciężarówka. Matka dziewczyny umiera w jej ramionach, wyznając przed śmiercią, że jej ojciec wcale nie umarł na wojnie jak jej zawsze wmawiała, a prawdę o nim wyzna jej wujek Paul. Laura dowiaduje się, że jej ojciec umarł całkiem nie dawno, na dodatek posiadał żonę i dzieci. Niedługo potem za pośrednictwem swego zaufanego przyjaciela, kontaktuje się z nią jej nieznana babcia, Olivia, właścicielka jednej z największych sieci hoteli w Nowym Orleanie. Pragnie by Laura jako jej wnuczka, o której dowiedziała się nie dawno, przejęła piecze nad rodzinnym biznesem. Kobieta nie ma jednak zamiaru nawiązywać więzi z nową rodziną. Nie jest to jednak takie proste, bowiem do Nowego Orleanu przyciąga ją nie tylko perspektywa odkrycia prawdy o ojcu, ale i przystojny przyjaciel babci, Josh, do którego Laura zapałała sympatią...
     "Zwycięzca bierze wszystko" to książka, którą czyta się szybko i w jeden wieczór. Akcja rozwija się bardzo szybko ale nie chaotycznie. Wbrew temu czego się spodziewałam, romansu było stosunkowo mało. Więcej skupienia przypadło raczej na relacje rodzinne, wątki "biznesowe". Temat przewodni czyli hotelarstwo, zostały bardzo ciekawie przedstawione. Cała fabuła wyjątkowo przypadła mi do gustu a sposób pisania autorki, lekki i prosty, a także postaci, które naprawdę dały się lubić, sprawiły, że mam ochotę sięgnąć po kolejną powieść tej autorki. Jedyne co drażniło mnie podczas czytania, to główny bohater, Josh. Jego pewność siebie i poufałość w stosunku do Laury często doprowadzały mnie do wrzenia:), jednak po przeczytaniu całości, nie wyobrażam go sobie inaczej.
     Polecam tę książkę wszystkim, nawet tym, którzy na co dzień stronią od Harlequinów, bo na swoim przykładzie mogę zapewnić, że czasem pozory mylą.

Autor: Metsy Hingle
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 384
Ocena: 4/6

Za książkę dziękuję uprzejmie Antykwariatowi Stara Dobra Książka:




3 komentarze:


  1. Najpierw się uśmiechnęłam, bo ja również na co dzień stronię od Harlequinów:) Ale rzeczywiście ta pozycja zapowiada się ciekawie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę książkę mogę polecić z czystym sercem, bo zdecydowanie różni się od typowych Harlequinów. Byłam do niej troszkę sceptycznie nastawiona, ale treść mnie zaskoczyła i wciągnęła:)

      Usuń
  2. Fabuła brzmi ciekawie:) Ja czasami wyszperam takie książki od mamy, albo nad morzem na straganach ze starymi książkami:)

    OdpowiedzUsuń