
Wszystko rozgrywa się dosyć dawno temu, bo około 1920 roku w Polsce wciąż rządzonej przez królów. Na tronie zasiada Bolesław Wielki i jego żona święta Kinga. Główną bohaterką natomiast jest Ludmiła, bogata dziewczyna, której los nie zależy od niej samej, a od rodziny, która jak można się spodziewać znając dawne obyczaje, ma dla niej wiele poważnych planów, niekoniecznie zgodnych z tym, czego życzyłaby sobie sama zainteresowana. Aby uniknąć ślubu z nieznajomym, ucieka do klasztoru i jest to początek jej wojaży, bo wkrótce potem zostaje pojmana przez tatarów atakujących klasztor. Na szczęście dla niej i wielu innych jej podobnym, zostaje odbita przez polskie wojsko. Nie zapowiada się jednak na to, żeby miał nastąpić spokój. Przyjaciółka Ludmiły powtarza jej los, a sama Ludmiła musi zmierzyć się ze wszystkimi swoimi lękami, by uratować ją i wydrzeć z rąk tatarów, przed którymi sama uciekała. Jest to oczywiście niezwykle niebezpieczna, wręcz samobójcza misja, ale dziewczyna nie ma nic do stracenia i postanawia walczyć o resztki tego, co pozostało po jej niegdyś spokojnym życiu.
W książce czuć niezwykłą wiedzę i obeznanie w tematyce historycznej, którą może poszczycić się autorka. Przyznam, że wcześniej o niej nie słyszałam, podobnie jak o samej powieści, choć nie jest to jej debiut. Deotyma, bo tak nazywa się autorka, ma w swojej przeszłości wiele ciężkich doświadczeń, między innymi została towarzyszką ojca podczas dwuletniego zesłania w głąb Rosji, co w największej mierze ukształtowało ją jako pisarkę i to zdecydowanie widać po fabule książki. Stąd też jej niezwykła znajomość historii cywilizacji Mongołów i geografii, a tej jest w książce od groma. Jak wspominałam, jako osobie niemającej pojęcia i praktycznie żadnego rozeznania w dawnych wydarzeniach zwłaszcza w tamtych okresie, ciężko mi oceniać poprawność tej powieści, mam wrażenie, co potwierdzają liczne komentarze w internecie, że znawcy mieliby naprawdę wielką uciechę z przeczytania tej książki, do czego bardzo zachęcam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz