A suknię ślubną kupiłam w Shuzhou. Codziennik chiński

     "A suknię ślubną kupiłam w Suzhou. Codziennik chiński" to książka niezwykła, którą chciałam mieć gdy tylko ujrzałam ją na stronie zaczytani.pl Okładka jest bardzo zachęcająca, w dodatku głównym tematem jest Azja, a konkretnie Chiny, które mnie od dawna bardzo interesują. Nie jest to jednak powieść, tylko relacje i wspomnienia w formie dziennika, zapisywanego regularnie i dokładnie przez kobietę, która naprawdę dużo wie o tym kraju, poznała wszystkie jego wady i zalety od podszewki, mieszkając tam w czasie stażu studenckiego. To Emilia Witkowska Nery. Biotechnolog z wykształcenia i pasjonatka podróży z zamiłowania. Studiując miała okazję wyjechać na dwa dwumiesięczne staże do Brazylii i Chin. Swoje opinie, spostrzeżenia i wszystkie przygody skrzętnie notowała i zawarła na kartkach książki. Mimo, że mało kto pisze dziś ręcznie, a rolę pamiętników pełnią dziś laptopy, komórki i kamery, autorka trzymała się starego sposobu i wydaje mi się, że właśnie tą atmosferę prawdziwego dziennika podróży udało jej się przemycić do książki.
     W "Codzienniku chińskim" znalazłam nie tylko kawałek życia autorki, ale i ogromną dawkę historii i informacji o Chinach. Czytając poznaje się życie codzienne, zachowania i tradycje mieszkańców, kulinarną stronę kraju, mnóstwo pięknych miejsc z krajobrazami zapierającymi dech, a nawet śpiewa się karaoke wraz z Witkowsą-Nery i zaprzyjaźnia z Królową!Wszystko to i jeszcze więcej sprawia, że właściwie mogłabym przechwalać się wiedzą o Chinach, mimo, że nigdy tam nie byłam. To chyba najlepsza rekomendacja dla reportaży. Dowiedziałam się także, że choć nie w takiej ilości jak np. we Wrocławiu, to jednak i w Chinach wiesza się kłódki jako oznakę miłości.
     Mimo, że ogólnie książka jest naprawdę dobrze napisana i czyta się ją szybko zapamiętując mnóstwo informacji, to jednak nie obyło się i bez wad, które mnie niestety bardzo raziły. Przede wszystkim czasami denerwowało mnie to, że autorka skakała z tematu na temat, przez co pół strony opowiadało o jakiś miejscu, a drugie pół nagle o czymś całkowicie innym. Musiałam parę razy wrócić kilka wersów w tył, by rozeznać się w nowym temacie. Inną rzeczą, która mi przeszkadzała, było "negatywne" podejście autorki do innych osób. Nie pasowali jej ani inni studenci, ani wiele obcokrajowców, mnóstwo rzeczy krytykowała i to trochę zniechęcało mnie do czytania. Do tego jeszcze nie robiące na niej wrażenia świerszcze, umierające w niehumanitarny sposób.
     Ogólnie dziennik był naprawdę fajny i jest to też przydatna książka dla osób, które interesują się Chinami, lub chcą je w najbliższej przyszłości odwiedzić, dla mnie jednak styl autorki jest kompletnie nie w moim stylu.

Autor: Emilia Witkowska-Nery
Wydawnictwo: Novaeres
Liczba stron:358
Ocena: 4/6
http://novaeres.pl/

2 komentarze:

  1. Chętnie przeczytałbym coś o Chinach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przyjemny sposób na zdobycie wiedzy o tym niezwykłym, odległym kraju... Czyta się jednym tchem i wiele ciekawostek mnie rozbawilo i zaskoczylo... Powodzenia Pani Emilio przy pisaniu o Brazylii (czekam z niecierpliwoscia!) i szybkiego powrotu do zdrowia blizniakow Janka i Dawida :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram